Od lęku i poczucia izolacji, przez rozdrażnienie aż po furię. Ta muzyka potrafi zafundować słuchaczowi szeroki wachlarz niezbyt przyjemnych emocji, ale robi to bardzo świadomie i skutecznie. „Ubryk” zespołu Ninja Episkopat to mocny, bezkompromisowy jazzowy concept album inspirowany mroczną historią sprzed ponad 150 lat. Płyta jest kolejnym dowodem na nieprzeciętną kreatywność tria, ale też potwierdzeniem, dlaczego przylgnęło do niego określenie „Slipknot polskiego jazzu”.
„Ubryk” to muzyczna opowieść o Barbarze Ubryk – zakonnicy, która przez 21 lat była więziona w nieludzkich warunkach w klasztornej celi. Jej sprawa wyszła na jaw w 1869 roku i wywołała antyklerykalne zamieszki wśród mieszkańców Krakowa, do stłumienia których konieczna była interwencja wojska. Już samo sięgnięcie po tę wciąż stosunkowo mało znaną historię i stworzenie na jej podstawie jazzowego albumu zasługuje na uznanie.
W klimat płyty bardzo dobrze wprowadza „The Bell of Shame”. To jeden z zaledwie kilku utworów wokalnych na wydawnictwie. Gościnnie pojawia się w nim filadelfijski duet hip-hopowy ShrapKnel. Ich rap pokazuje, z jak dramatyczną i wstydliwą dla polskiego Kościoła historią będziemy mieli do czynienia. Kompozycja jest zaledwie przedsmakiem gęstej atmosfery, z którą przyjdzie nam się mierzyć podczas dalszego odsłuchu.
Barbara Ubryk, według historycznych relacji i późniejszych analiz, zmagała się z chorobą psychiczną. Przetrzymywanie kobiety pod kluczem wiązało się między innymi z bezradnością przełożonych wobec jej zachowania. Kolejne utwory coraz mocniej wprowadzają nas w świat obłędu i narastającej izolacji bohaterki. Słychać to zwłaszcza w „The Ear Hears, The Eye Sees”, nagranym z udziałem Artificialice. Wokalistka wciela się tu w postać samej Ubryk. W jej głosie słychać szaleństwo i wymieszany z gniewem strach, który wżera się do głowy słuchacza i bardzo mocno działa na wyobraźnię.
Zupełnie przypadkowo skupiłem się do tej pory na utworach wokalnych, ale dominujące na płycie kompozycje instrumentalne równie dobrze prowadzą nas przez całą historię, a przy okazji pokazują kunszt członków zespołu. Gitarzysta Krzysztof Hadrych, grający także w metalowej kapeli Salo, prezentuje szeroki wachlarz umiejętności chociażby w żywiołowym „Nun Chocolate”. „Black Spring” to z kolei popisowy numer perkusistki Patrycji Wybrańczyk, a „Among Monsters” niemal w całości przejmuje Alex Clov ze swoim saksofonem. Każdy z muzyków wnosi do tej opowieści własny język i charakter, tworząc materiał energiczny, szalony, ale w żadnym wypadku chaotyczny czy przypadkowy.
„Ubryk” jest bowiem płytą dokładnie przemyślaną. Poszczególne utwory, wydawane jeszcze przed premierą albumu jako single, robiły na mnie duże wrażenie, jednak dopiero w odpowiedniej kolejności wybrzmiewają najlepiej. Zestawione razem wzajemnie się uzupełniają, budują napięcie i tworzą spójną, muzyczną narrację. Tej płyty najlepiej słuchać w całości, w skupieniu i z odpowiednim nastawieniem na emocjonalny ciężar, jaki ze sobą niesie. Dlatego właśnie „Ubryk” świetnie się sprawdza jako płyta winylowa.
Wytwórnia 33 Records utrzymuje wysoki poziom, do którego przyzwyczaiła nas wcześniejszymi realizacjami. „Ubryk” w winylowej wersji to profesjonalne, dopracowane wydawnictwo, które przykuwa zarówno ucho, jak i oko. Największą niespodzianką dołączoną do płyty jest... pocztówka z modlitwą. Na jej rewersie napisano „If it burns when you pee, see a doctor”. Ten drobny, ale wymowny dodatek doskonale wpisuje się w ironiczne poczucie humoru zespołu.
„Ubryk” to mądra płyta stworzona przez mądrych ludzi, a do tego jeszcze utalentowanych. Wymaga uwagi, zaangażowania i gotowości na konfrontację z historią, która nawet po ponad 150 latach potrafi budzić gniew i niepokój. W zamian oferuje coś więcej niż zbiór świetnie zagranych kompozycji – przemyślaną, intensywną opowieść, w której forma muzyczna i temat tworzą wyjątkowo spójną całość. Pozycja, z którą zdecydowanie warto się zmierzyć.
Wydawca: 33 Records