Wywiady

35-lecie „Nie wierzcie elektrykom” Big Cyca. Dżej Dżej: „Wylansowali nas piraci”

Jakub Krzyżański
Jakub Krzyżański
09.07.2026

„Wtedy według nas była to płyta o roku 1991, ale chyba stała się płytą o Polsce w ogóle” – mówi Jacek „Dżej Dżej” Jędrzejczak, wokalista Big Cyca o „Nie wierzcie elektrykom”. Album z punkową energią i satyrycznym humorem komentował rzeczywistość rodzącej się III RP. Dziś powraca w jubileuszowej, winylowej reedycji wzbogaconej o singiel z wybranymi piosenkami w wykonaniu zaproszonych gości. W rozmowie artysta opowiada o kulisach powstania oryginalnego albumu, kontrowersjach, jakie wzbudził, oraz o tym, co sprawia, że po 35 latach wciąż brzmi świeżo.

Jakub Krzyżański: Po 35 latach album „Nie wierzcie elektrykom” można traktować jak kronikę z pierwszych miesięcy po transformacji ustrojowej. Dziś tamten czas bywa romantyzowany, a nostalgia sprawia, że skupiamy się głównie na pozytywnych wspomnieniach. A jak Wy pamiętacie wczesne lata 90. w Polsce?

Jacek „Dżej Dżej” Jędrzejczak: Lata 90. nie były tylko pastelową nostalgią z ortalionem i kasetą w walkmanie. To był okres chaosu, odwagi, lęku, wolności i potężnej energii. Zaczął się nowy czas i funkcjonował trochę jak w westernie. Czarne charaktery wymieszały się z białymi i do końca nie było wiadomo , kto jest dobrym szeryfem.

A jakie były ówczesne realia rynkowe?

Po sukcesie płyty „Z partyjnym pozdrowieniem” wytwórnia mocno nas cisnęła, żeby szybko zrobić kolejny materiał. Graliśmy bardzo dużo koncertów, czasu było mało, więc zrobiliśmy coś w rodzaju zgrupowania. W trzy tygodnie powstały piosenki, potem pojechaliśmy do studia Andrzeja Puczyńskiego w Izabelinie. Płytę wydały Polskie Nagrania, ale tak naprawdę wylansowali nas piraci. To trzeba uczciwie powiedzieć. Rozgłośnie miały opory, bo płyta była kontrowersyjna. Ale jak się szło na Stadion Dziesięciolecia, to można było usłyszeć „Nie wierzcie elektrykom” właściwie od początku do końca, bo grała z każdego łóżka polowego.

Nazwałem ten album kroniką, ponieważ piosenki bardzo trafnie komentują tamtą rzeczywistość. Można zaryzykować stwierdzenie, że III RP dostarczyła Wam więcej tematów i inspiracji do mocnych tekstów niż PRL?

Wtedy według nas była to płyta o roku 1991, ale chyba stała się płytą o Polsce w ogóle. O naszej skłonności do wielkich słów, małych cwaniaków, narodowych mitów, politycznych emocji i wiecznego zamieszania. My to opisaliśmy satyrą, bo taki mamy język. Nie z ambony, tylko z gitarą i głupim uśmiechem. Czasem ten głupi uśmiech mówi więcej niż poważna mina. PRL odchodził w zapomnienie, my chcieliśmy pisać o czasach tu i teraz. A było o czym.

Czy pisanie takich utworów jak np. "Chrześcijańscy kanibale" to był dla Was test, na ile można sobie pozwolić po zniesieniu cenzury?

Niby nowe czasy, ale jednak cenzura pozostawiła po sobie ślad. Cenzora nie było, ale myślenie z poprzedniej epoki pozostało. Ludzie bali się, że ktoś będzie miał kłopoty, ktoś straci pracę, przyjdą jakieś konsekwencje. A przecież to już była wolna Polska. Tej piosenki nie zagrało żadne radio.

Opowiedz jeszcze, skąd pomysł na „Białego misia”? I to w dodatku w takiej heavy metalowej wersji!

To żart z fali zespołów metalowych, które powstawały wtedy jak grzyby po deszczu. „Biały miś” był popularną piosenką weselno-ogniskową i wydawało nam się, że to świetny żart. Napisaliśmy, że gościnnie zaśpiewał Marek Piekarczyk z TSA, choć tak naprawdę śpiewałem ja i fani metalu byli oburzeni, że Big Cyc robi sobie z nich jaja. Marek musiał się gęsto tłumaczyć.

Dużo z tych piosenek przetrwało w Waszej koncertowej setliście?

Na razie z „Nie wierzcie elektrykom” gramy tylko „Polaków”.

Co sprawia, że płyta po 35 latach wciąż brzmi świeżo i jest tak dobrze wspominana przez fanów?

Jest na niej niesamowita energia. Ona była nagrana szybko, ale nie byle jak. Jest surowa, punkowa, rockowa, ma zwarte brzmienie. Nie jest przeprodukowana. Kiedy słuchałem taśm matek przy remasteringu, pomyślałem: kurczę, to naprawdę nadal dobrze brzmi. Nikt wtedy tak w Polsce nie grał. A jednocześnie są tam żarty, pastisze, reggae na końcu, parodia „Białego misia”, kpiny z idoli naszych rodziców w „Karel Reggae”. To wszystko daje luz.

Poza tym wymyśliliśmy, że to nie będzie po prostu zbiór kawałków, tylko 45-minutowa audycja muzyczna. Krzysiek (Skiba – przyp. red.) z Pawłem „Koniem” Konnakiem prowadzili wtedy popularny program „La La Mido”, więc naturalnie przenieśli ten absurdalny radiowy język na płytę. Te przerywniki były robione bardzo spontanicznie. Trochę Monty Python, trochę słuchowisko, trochę radio z innego wymiaru. Są tam dźwięki, syreny, trzaski drzwi, jakieś wygłupy prowadzących. Po latach przychodzili do nas fani z płytami do podpisu i cytowali całe fragmenty tych radiowych żartów. My już czasem nie pamiętaliśmy, co tam nagraliśmy, a oni znali to z pamięci. To jest miłe, bo pokazuje, że ta płyta funkcjonowała nie tylko jako zestaw piosenek, ale jako cały świat.

Do jubileuszowej reedycji dołączyliście bonusowy singiel, na którym „Polaków” śpiewa Arek Jakubik z Dr Misio, a „Nie ma tu nikogo” Renata Przemyk. Zwłaszcza ten drugi cover jest zaskakujący, jak wpadliście na pomysł współpracy z Renatą?

Renatę znamy i lubimy od lat. Śpiewała z nami gościnnie na dużym koncercie Big Cyca na Pol’and’Rock Festivalu, przed ogromną publicznością. Oryginalne nagranie „Nie ma tu nikogo” to był taki oddech, najspokojniejszy, najbardziej romantyczny numer na bardzo ostrej płycie. Renata zrobiła z tego electro rockową, własną wersję. W jej wykonaniu ten utwór dostaje powietrza, robi się bardziej przestrzenny, bardziej refleksyjny.

Nie wierzcie elektrykom” w 1991 roku to był Wasz ostatni winyl na dobre kilkanaście lat przerwy w produkcji tego nośnika. Czy podczas premiery pierwszego wydania dało się zauważyć jeszcze jakieś zainteresowanie czarną płytą?

Wtedy winyl znikał, dziś wraca jako przedmiot pożądania. Sam jestem miłośnikiem winyli i wiem, że są płyty, które po prostu trzeba mieć w kolekcji. Nawet jeżeli ktoś nie słucha ich codziennie, to chce je mieć, bo to część historii. Winyl stoi na półce, pachnie, ma okładkę, wkładkę, szczegóły, które można oglądać. MP3 nie dasz komuś na prezent, a ładny winyl – tak.

Poza Tobą, są w zespole jeszcze jacyś fani winyli?

Tak, prawie wszyscy zbieramy winyle i mamy spore kolekcje. Liderem jest nas perkusista Dżery, który ma na półkach kilka tysięcy płyt. Jeśli mamy tylko wolną sobotę , udajemy się na giełdę płytową i urządzamy polowanie. Mój ostatni nabytek to pierwsze wydanie The Stranglers „Aural Sculpture” i J.J. Cale „Naturally”.

Dziękuję za rozmowę.

Jedyny polski portal o płytach winylowych. W sieci już od ponad 10 lat (wcześniej Psychosonda)

Dane kontaktowe

Redakcja Portalu Winylowego
(biuro e-words)
al. Armii Krajowej 220/P03
43-316 Bielsko-Biała

© 2026 Portal Winylowy. All rights reserved.