O wejściu w świat profesjonalnej sprzedaży winyli, o pasji, która przerodziła się w biznes oraz o plusach i minusach prowadzenia sklepu płytowego rozmawiamy z Jarkiem Woźniakiem, który niedawno otworzył „Beskid Vinyl Room” w Bielsku-Białej.
Marcin Mieszczak: Przez lata obracałeś się w świecie logistyki i transportu. Co było impulsem, który sprawił, że zamieniłeś kilkunastotonowe ciężarówki na winyle?
Jarek Woźniak: Muzyka towarzyszyła mi od najmłodszych lat, a gdy byłem nastolatkiem, winyl odgrywał kluczową rolę – wychowałem się w czasach, kiedy królowały polskie wydania i to one budowały moją wrażliwość.
Prowadzenie firmy transportowej to zupełnie inny świat. W latach 90. pojawiła się szansa na biznes, trzeba było zadbać o rodzinę, zabezpieczyć byt. Praca w transporcie przynosiła pieniądze, ale z czasem zaczęło brakować w tym satysfakcji. Decyzja o zmianie wynikała z potrzeby połączenia działalności gospodarczej z wieloletnią pasją. Choć branże są skrajnie różne, mechanizmy handlowe pozostają podobne – to wciąż spotkania z ludźmi, praca z towarem i sprzedaż. Różnica polega na tym, że dzisiaj to, co robię, daje mi autentyczną radość.
Zanim podjąłeś decyzję o sklepie, przez blisko dwa lata intensywnie jeździłeś po giełdach płytowych. Dało Ci to realny obraz polskiego rynku?
Zdecydowanie. Po zamknięciu poprzedniego rozdziału szukałem sposobu na siebie. W świat giełd wprowadził mnie przypadek i znajomy z branży. Zacząłem jeździć po kraju: od stoisk w klubach czy galeriach handlowych po Jarmark Dominikański w Gdańsku.
Giełda to doskonała szkoła. Nauczyła mnie przede wszystkim słuchać ludzi. Klienci powtarzali, że brakuje im miejsc, które nie byłyby tylko punktami szybkiej transakcji, ale przestrzeniami czysto hobbystycznymi. Zobaczyłem też, jak zróżnicowany jest dziś przekrój kupujących. Przychodzą osoby początkujące, które kupują nieco chaotycznie, kierując się sentymentem. Są wymagający kolekcjonerzy, z którymi trzeba wejść na wyższy poziom rozmowy o konkretnych tłoczeniach. Jest wreszcie młodzież – część z nich sięga po brzmienia z lat 60., które pamięta z domów rodzinnych, inni szukają wyłącznie nowości, a jeszcze inni reprezentują konkretne subkultury, traktując czarną płytę jako nośnik tożsamości.
W którym momencie uznałeś, że nadszedł czas na własny sklep w Bielsku-Białej?
To była bezpośrednia odpowiedź na wspomniane głosy kupujących. Ludzie szukają stałego adresu, pod który mogą przyjść w dowolnym momencie, porozmawiać bez pośpiechu i przede wszystkim odsłuchać płytę przed zakupem. Ten wątek akurat pojawiał się bardzo często. Poza tym sam potrzebowałem stabilnego miejsca, do którego codziennie będę mógł przyjść, pracować i go rozwijać. To w końcu „Beskid Vinyl Room” – coś co ma swój klimat i tożsamość.
Dużym wsparciem była moja żona, która od początku mocno mi kibicowała. Długo szukaliśmy odpowiedniego lokalu – zależało mi, żeby sklep naturalnie wtopił się w tkankę miasta. Wybór padł na zabytkowy bielski Rynek. To kultowy punkt, naturalne miejsce spotkań mieszkańców i przestrzeń, w której regularnie odbywają się wydarzenia kulturalne.
Bielsko-Biała ma mocne tradycje muzyczne, zwłaszcza jazzowe. Jak oceniasz tutejszy grunt po pierwszych miesiącach działalności?
Sklep działa od dwóch miesięcy, ale frekwencja już teraz pokazuje, że taka przestrzeń jest w mieście potrzebna. Renomowane bielskie festiwale i tradycje jazzowe tworzą znakomity kontekst, klienci są wyrobieni muzycznie.
Aranżując przestrzeń, postawiłem na przejrzystość. Zależało mi na czytelnym podziale gatunkowym i dużej dostępności płyt w bardzo dobrych stanach. Jako wieloletni kolekcjoner zawsze polowałem na egzemplarze zachowane w jak najlepszej kondycji – tę samą zasadę przeniosłem na półki sklepowe.
Co dokładnie definiuje ofertę Beskid Vinyl Room? To selekcja rarytasów czy przestrzeń dla kogoś, kto dopiero kupił swój pierwszy gramofon?
Zależy mi na tym, aby nikt nie odbił się od progu. Mamy zarówno rarytasy dla zaawansowanych zbieraczy, jak i bogatą ofertę płyt budżetowych, idealnych na start. Przeważają wydania używane, ale na bieżąco uzupełniamy też asortyment o nowe tłoczenia.
Zdaję sobie sprawę, że wchodzą do mnie specjaliści, którym pod kątem wiedzy faktograficznej trudno zaimponować – dla nich mam po prostu świetnie zaopatrzony regał. Mniej doświadczonym chętnie doradzę. Mianownikiem łączącym całą ofertę jest wysoka jakość egzemplarzy, stała rotacja tytułów oraz normalny, bezpośredni kontakt. Chcę, żeby każdy czuł się tutaj jak u siebie.
Otwarcie stacjonarnego lokalu to marzenie wielu kolekcjonerów, ale i twarda rzeczywistość: koszty stałe, selekcja, mycie, wyceny. Co okazało się najtrudniejsze?
Zderzenie ze stałymi kosztami prowadzenia działalności w lokalu to klasyka gatunku – pod tym względem realia dotykają każdego przedsiębiorcy tak samo. Różnica polega na bilansie zysków pozafinansowych. Trudy rekompensuje mi bezpośredni kontakt z ludźmi: codzienne rozmowy z klientami, wymiana doświadczeń czy wizyty lokalnych muzyków. To tworzy wartość, której nie da się przeliczyć na sam słupek w Excelu. Poza tym cały czas w pracy gra muzyka.
Pojawia się u Ciebie odruch kolekcjonera, gdy trzymasz w rękach wyjątkowy tytuł i myślisz: „szkoda mi to wstawiać na półkę, wolałbym zabrać do domu”?
Cały czas. Pokusa zostawienia perełek dla siebie bywa ogromna. Z wieloma płytami rozstaję się z trudem, ale prowadzenie sklepu uczy dyscypliny. Rzeczywistość biznesowa szybko weryfikuje takie zapędy – sklep musi żyć, a półka musi zarabiać na utrzymanie lokalu. Przez to, że w sklepie cały czas gra muzyka, traktuję asortyment jako kolekcję, tyle że płynną (śmiech).
Sklepy płytowe często ewoluują w małe centra kultury. W jakim kierunku chcesz rozwijać Beskid Vinyl Room?
Chciałbym stopniowo organizować u nas kameralne wydarzenia kulturalne: spotkania, odsłuchy, może premiery płyt. Bardzo zależy mi na wspieraniu i promowaniu mniej znanych artystów z naszego lokalnego rynku – zwłaszcza tych składów, które decydują się wydać swoją muzykę na czarnym krążku. Wiesz zresztą doskonale, o czym mówię, bo przecież podobna idea przyświeca Waszej składance "Polish Independent Music". Chodzi o to, żeby winyl łączył ludzi i był kluczem do otwierania nowych drzwi.
Dziękuję za rozmowę!