Wywiady

Mery Spolsky: Bawię się polskim kiczem

Jakub Krzyżański
Jakub Krzyżański
28.01.2026

„KOCHAM POLSKĘ” – to nie tylko tytuł najnowszej płyty Mery Spolsky, ale też osobista deklaracja artystki. Album miał premierę w wyjątkowy dzień, bo 11 listopada 2025 roku, a już w ten weekend ukaże się jego limitowana edycja winylowa. To dobra okazja, by porozmawiać z Mery o jej miłościach – do ojczyzny, winyli, kiczu oraz tworzenia albumów koncepcyjnych.

Jakub Krzyżański: Jakbyś opisała swoją miłość do Polski? Czy tytuł płyty należy w ogóle odbierać dosłownie?

Mery Spolsky: Po premierze często dostaję od odbiorców takie pytania. Niektórzy zastanawiają się, czy przypadkiem to moje wyznanie nie jest prześmiewcze i ironiczne. Inni są wręcz zachwyceni, że tak patriotycznie odnoszę się do naszego kraju. Trafiam na bardzo skrajne reakcje, ale mam wrażenie, że w Polsce generalnie wstydzimy się tego tematu. Z trudem mówimy o naszym kraju, że jest piękny i że lubimy tu mieszkać. A jeśli już mówimy, to jakoś tak nie wprost. Pisząc tę płytę pomyślałam, że choć czasem politycznie źle wypadamy na arenie międzynarodowej, albo że pewne rzeczy mogłyby u nas lepiej działać, to koniec końców od dawna Polska nie jest daleko w tyle za Zachodem. Kocham więc ją za to, jak w ciągu ostatnich lat szybko się zmieniła w stosunku do tego, co pamiętam z dzieciństwa. To wcale nie jest prześmiewczy album ani żaden diss na Polskę, tylko szczere zastanowienie się nad tym, dlaczego ja tu mieszkam i dlaczego nigdy nie przyjdzie mi do głowy, żeby się stąd wyprowadzić.

W różnych wywiadach często porównujesz swój związek z Polską do relacji romantycznej. W jakich sytuacjach dostrzegasz tę analogię?

Podoba mi się, co zrobił Ciechowski, gdy w „Nie pytaj o Polskę” tak egzotycznie, wręcz erotycznie pisał o miłości do kraju. Jak byłam dziewczynką, słuchałam tych piosenek nie rozumiejąc, o czym dokładnie są, ale później bardzo tę dwuznaczność pokochałam. Myślę, że miłość do miejsca, w którym się żyje, można traktować jak relację romantyczną, bo to nigdy nie jest zero-jedynkowe uczucie. Nikt nie powie, że Polska ma wyłącznie zalety czy wady. Związek ma wiele etapów – czasem jest rutyna, nuda, a czasem jakaś złość albo nagłe zachłyśnięcie się. Moja relacja z Polską przez wszystkie lata wyglądała bardzo podobnie, dlatego lubię to porównanie.

A jeśli pojawia się złość, to na co?

Ogromna ilość rzeczy mnie irytuje: od pogody zaczynając, a kończąc na tym, jaki mamy system podatkowy. I to jest w nas urocze, że tak chętnie narzekamy na naszą codzienność i siebie samych. Wydaje mi się, że skrycie wszyscy lubimy w sobie to psioczenie. Jeśli więc w swoich piosenkach wbijam Polsce i Polakom jakieś szpileczki, to właśnie z taką intencją, żeby na końcu się uśmiechnąć i powiedzieć, że w sumie wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Ludzie nie zawsze mnie zrozumieją, właśnie chyba przez ten wstyd z bycia patriotą.

A dlaczego właściwie się tego wstydzimy?

Na pewno przyczyniły się do tego Marsze Niepodległości czy inne wydarzenia, które narzucają jeden, nacjonalistyczny model patriotyzmu. Zauważ, że funkcjonuje też stereotyp Polaka za granicą, który wstydzi się tego, że jest z Polski. To chyba cały czas w nas tkwi, dlatego na płycie znalazła się piosenka o byciu na wakacjach all inclusive, co jest, myślę, innym levelem miłości do naszego kraju.

Zauważyłem, że w ostatnich latach ten wstyd zaczął nam już odpuszczać i powoli uczymy się autoironii. Mam nawet teorię, że to wszystko dzięki memom. Wysyłając je, pokazujemy dystans do siebie, ale też przywiązanie do naszych narodowych przywar.

Tak, ja jestem niemalże codziennie na stronie Make Life Harder, gdzie chłopaki w bardzo trafny sposób śmieją się właśnie z polskiej codzienności i różnych bieżących wydarzeń. Wydaje mi się, że dzięki nim mnóstwo młodych ludzi w ogóle wie, co się dzieje w polityce, bo pewnie nie każdy – niestety – ogląda wiadomości. Sama dostrzegam dużo czułości w memach o naszym zamiłowaniu do cebuli i noszeniu skarpet do sandałów. Odwołuję się zresztą do tych rzeczy w swoich tekstach.

fot. Mateusz Golis

I to jest właśnie różnica między Tobą a Marią Peszek, do której często jesteś porównywana. Jej piosenki o Polsce, takie jak „Sorry Polsko” czy „Polska A B C i D” można uznać za publicystyczne, a Twoje są kulturoznawcze.

To bardzo fajne rozróżnienie. Szczerze mówiąc, nie lubię tych porównań do Marii Peszek, chociaż jestem jej ogromną fanką i bardzo ją cenię za artystyczną odwagę. Jednak gdy ktoś nas zestawia, czuję pewien zgrzyt, bo chcę robić swoje rzeczy i mieć własny styl. Uważam też, że czasy się zmieniły i ten nastrój, w jakim Maria pisała swoje teksty, był bardziej nerwowy, agresywny. Ja do Polski chciałam podejść z zupełnie innej strony, bez wojny i krwi. W sumie tak, jak powiedziałeś – kulturowo, miło i skupiając się na codzienności. Żyjemy w trudnych czasach, mamy wokół zbyt dużo przykrych informacji, więc nie chciałam dokładać jeszcze płyty, która wszystko komentuje na smutno. Aczkolwiek mój winyl nawiązuje do twórczości Marii Peszek, bo nazwaliśmy stronę A Polską A, a stronę B Polską B. To takie mrugnięcie oka.

Przejdźmy zatem do winylowej edycji „KOCHAM POLSKĘ”. Czy ona jeszcze bardziej podkreśla pozytywny przekaz płyty?

Na winylu płyta zdecydowanie zyskuje na znaczeniu, bo dodaliśmy do niej album, który pokazuje, że mamy w Polsce mnóstwo kolorowych, ciekawych i często nieodkrytych miejsc. To zbiór szesnastu zdjęć i felietonów z podróży, którą odbyłam z fotografem Mateuszem Golisem. Odwiedziliśmy na przykład Papugowiec we Wrocławiu – kolorowy budynek, który wyrasta pośród bloków i nie wiadomo dlaczego w ogóle ktoś go tam umieścił. Zauważyliśmy też, że jako Polacy mamy ogromne zamiłowanie do piramid. Jedna stoi w Tychach i można w niej nawet nocować, bo działa jako hotel. Właściciel twierdzi, że w tej piramidzie działają specjalne bioenergetyczne moce, które leczą ludzi. Dla mnie to kosmos, że ktoś coś takiego ze sobą połączył! I jeszcze urządził wnętrze w maksymalnie kiczowaty sposób. Wszystko, co egipskie, wrzucono tam do jednego wora: od Sfinksów przez Kleopatry po papirusowe plakaty. Druga piramida znajduje się w Bolesławcu i też jest hotelem. Bardzo ciekawa budowla z ogromnym złotym Sfinksem, która nagle wyłania się zza krzaka, gdy przejeżdżasz obok okolicznych szarych bloków. Trzecią znaleźliśmy pod Zieloną Górą, w miejscowości Łagów. Można powiedzieć, że to takie zagłębie tirowców, którzy w trakcie trasy potrzebują gdzieś odpocząć i mają tam restaurację, kasyno, sklep i hotel. Z innych nietypowych miejsc, w Stąporkowie postawiono na przykład wielki pomnik kaloryfera. Doczytaliśmy, że to największy kaloryfer na świecie i specjalnie tam pojechaliśmy, by go sfotografować. To wszystko są bardzo urocze pomysły Polaków, które urozmaicają ten nasz szary, nudny krajobraz.

fot. Mateusz Golis

To wszystko brzmi bardzo ciekawie, choć założę się, że takie miejsca mają tyle samo zwolenników, co przeciwników. Dla wielu polski kicz w przestrzeni publicznej jest czymś, co powinniśmy zwalczać. Rozumiem, że Twoim zdaniem lepiej się z nim zaprzyjaźnić?

Myślę, że tak. Ja z przyjemnością bawię się polskim kiczem. Lepiej w tej brzydocie dostrzec coś urokliwego, bo jakby tak zniszczyć wszystkie rzeczy, które były czyjąś inicjatywą i objawem szaleństwa, tobyśmy stłamsili naszą wewnętrzną kreatywność. Warto uśmiechnąć się do tych miejsc i dojść do wniosku, że taki jest świat – kolorowy i trochę zwariowany.

KOCHAM POLSKĘ” – jak pozostałe Twoje albumy – jest koncepcyjny i spójny. Na płytach często łączysz materiał słowno-muzyczny z odpowiednią estetyką czy performansem. Skąd u Ciebie takie postrzeganie albumów? Masz jakichś ulubionych artystów, którzy Cię do tego zainspirowali?

Pierwszą artystką, która bardzo mi zaimponowała swoim poświęceniem w tworzenie albumu była Beyoncé przy płycie „Lemonade”. To przecież cały film z piosenkami, bo niemal każda ma odrębny teledysk, rozbudowaną historię i dużym zaplecze kulturowe. Swego czasu zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Ale pamiętam też, że jak byłam trochę młodsza i romansowałam z rockowymi zespołami, to chłopaki pokazali mi kiedyś King Crimson. Już wtedy zobaczyłam, że płyta może być np. podzielona na rozdziały. Uznałam więc, że jeśli mam coś wydawać, to najlepiej też w formie większej całości. To świetna zabawa, a gdyby miało się skończyć tylko na samych piosenkach, byłoby nudno.

Winyle dają jeszcze większe pole do tej zabawy?

Zdecydowanie. Już samo to, że okładka ma większy rozmiar, daje dodatkowe możliwości. Winyle zazwyczaj zawierają też jakieś bonusy, których nie znajdziesz na płycie CD. Bardzo lubię kompletować winyle elektroniczne i hip-hopowe, choć na pierwszy rzut oka można by pewnie powiedzieć, że to nie są klimaty winylowe. Ja jednak cenię tych wszystkich artystów, a Charli XCX jest dla mnie wyznacznikiem świeżości w światowej muzyce. Ale jak byłam mała, w naszym domu rodzinnym też było mnóstwo płyt. Tata [Arkadiusz Żak, ceniony basista sesyjny – przyp. red.] miał wszystkie albumy, na których zagrał, poza tym kupował z mamą jeszcze różne inne winyle. Zebrali tego tak dużą ilość, że później część zawieszali na ścianie, bo już nie mieli co z nimi robić. Ja dopiero od dwóch lat mam swój własny gramofon i dopóki nie zepsuł mi się w nim pasek, codziennie jakaś płyta wjeżdżała. Zauważyłam też, że słuchając winyli, zapamiętuje się znacznie więcej z tej muzyki, niż gdy puszczasz ją na Spotify.

fot. Instagram, @meryspolsky

W swojej twórczości jesteś bardzo wyrazista, niezależna, a często również kontrowersyjna. Z drugiej strony dużo robisz w rozrywce: prowadzisz programy telewizyjne, bierzesz udział w rozmaitych show i wielkich koncertach. Czy trudno jest Ci łączyć te dwa różne światy?

Nie tak trudno, bo do ich połączenia wystarczy tylko odrobina dystansu. Jak zaczynałam robić muzykę, w zakresie moich marzeń nigdy nie było prowadzenie jakiegoś programu albo bycie jurorką „You Can Dance”. Skupiałam się na nagrywaniu, wydawaniu płyt i koncertowaniu. Z biegiem lat zauważyłam jednak, że po prostu bardzo lubię te wyzwania. Wszystko zaczęło się od propozycji poprowadzenia gali Fryderyków. Uznałam wtedy, że warto spróbować, bo to w końcu muzyczna gala, a do tego wielki zaszczyt. Później nadeszły inne zaproszenia i po prostu to polubiłam. Oczywiście muszę się pilnować, za czym nie przepadam, bo to jednak produkcje dla mas i wymagają wejścia w pewną rolę, ale póki mogę powrócić do niszy solowych koncertów, mam z tego radość. Nie czuję, żebym z czegoś zrezygnowała, raczej poszerzyłam swój świat.

Skoro już jesteśmy przy tej rozrywce, powiedz proszę, co z Eurowizją? Zapowiadałaś, że zgłosisz się do tegorocznego konkursu i że materiał na „KOCHAM POLSKĘ” stwarza najlepszą – i być może jedyną – okazję w Twojej karierze, by się tam pokazać. Tymczasem ostatecznie zabrakło Cię wśród kandydatów...

Faktycznie się zgłosiłam, ale potem świadomie zrezygnowałam. W międzyczasie okazało się, że jednak Izrael będzie brał udział w konkursie i to mnie powstrzymało. Nie chcę brać udziału w politycznych rozgrywkach i nie chcę, żeby moja twarz była kojarzona z tym, co się obecnie dzieje z tą imprezą. Ktoś przecież mógłby odebrać, że godzę się na wojnę w Palestynie, a oczywiście tak nie jest. Będę trzymać kciuki za naszego reprezentanta, choć uważam, że ten ktoś weźmie na klatę duże brzemię, bo pewnie wokół tego festiwalu będzie bardzo dużo nieprzyjemnych sytuacji. Nie wystosowałam jeszcze żadnego oficjalnego oświadczenia o mojej rezygnacji, ale wkrótce to zrobię. Mam na to nawet pomysł.

Dziękuję za rozmowę.

fot. główne: Mateusz Golis

Jedyny polski portal o płytach winylowych. W sieci już od ponad 10 lat (wcześniej Psychosonda)

Dane kontaktowe

Redakcja Portalu Winylowego
(biuro e-words)
al. Armii Krajowej 220/P03
43-316 Bielsko-Biała

© 2026 Portal Winylowy. All rights reserved.