Wywiady

Wiktor Dyduła: Ciągle wierzę w fizyczne albumy

Jakub Krzyżański
Jakub Krzyżański
07.01.2026

Miniony rok był dla Wiktora Dyduły wyjątkowo intensywny: wydał nową płytę, zagrał klubową trasę i wystąpił na największych krajowych festiwalach. Jesienią ukazały się również jego dwa winyle. Nas zainteresowało zwłaszcza to ostatnie wydarzenie, ale w rozmowie z artystą poruszyliśmy także temat sprzedaży muzyki na tradycyjnych nośnikach, przyznawania złotych i platynowych płyt oraz satysfakcji, jaką daje napisanie mainstreamowego przeboju.

Jakub Krzyżański: Z jakim samopoczuciem zamykasz 2025 rok?

Wiktor Dyduła: Na pewno z poczuciem spełnienia, bo wszystkie moje sprawy idą w świetnym kierunku. Praca, jaką wkładam z zespołem w piosenki i koncerty, przynosi mi dużo radości. Czuję też sporo pozytywnej energii od ludzi, którzy przychodzą nas posłuchać. A koncertów w tym roku zagraliśmy rekordową liczbę, jeśli chodzi o całą moją dotychczasową ścieżkę. Pierwszy raz udało nam się zaliczyć wszystkie najważniejsze festiwale: Open’era, Bittersweet, Męskie Granie, Letnie Brzmienia, showcase’owe Next Fest i Great September, a do tego jeszcze mieliśmy własną trasę. Właściwie zagraliśmy wszędzie, gdzie tylko można było w tym roku zagrać. Z tego powodu strasznie szybko mi ten rok przeleciał, ale też dlatego, że po prostu dobrze się bawiłem z pięknymi ludźmi. Czego chcieć więcej?

Pod kątem wydawniczym również byłeś aktywny. Najpierw wiosną wypuściłeś swoją drugą płytę „Tak jak tutaj stoję”, a sześć miesięcy później jej winylową wersję. Przy tej okazji uzupełniłeś też dyskografię o winyl z debiutanckim albumem „Pal Licho!”.

Marzyłem, by obie płyty ukazały się na tym nośniku. Odbiór piosenek z winyli jest zupełnie inny. Mam wrażenie, że kiedy słucham w ten sposób muzyki, robię to z większą starannością i lepiej dostrzegam każdy szczegół – nie tylko w warstwie muzycznej, ale też tekstowej. To jest po prostu rytuał i bardzo się cieszę, że fani winyli, którzy dobijali się do mnie różnymi kanałami, mogą wreszcie posłuchać mojej muzyki właśnie w takiej formie.

fot. Tomasz Nowak

Dlaczego winylowe wersje nie wyszły w tym samym czasie co CD? Czy duża wytwórnia musi się najpierw przyjrzeć swojemu artyście i oszacować, na ile produkcja winyli jest opłacalna?

Myślę, że wiele czynników na to wpływa. Ja już od pierwszej płyty mówiłem wytwórni, że winyl jest moim marzeniem, jednak czasami trzeba na to spojrzeć w troszeczkę bardziej pragmatyczny sposób. Wydawanie albumów jest super, ale w tych czasach firmy fonograficzne uważają, by nie przeholować, nie spalić tematu i dobrze rozplanować działania wokół płyty. Zakładam, że w moim przypadku właśnie taki mechanizm zadziałał. Ostatecznie nawet lepiej, że te winylowe edycje pojawiły się po kilku miesiącach, bo były wyczekane, a my mogliśmy uroczyście ogłosić premierę i zrobić fanom niespodziankę. Być może przy trzeciej płycie już będziemy od razu ruszać z winylem.

Tak jak tutaj stoję” ukazał się w bardzo ciekawej wersji, jako zoetrope vinyl. Kto wpadł na ten pomysł?

Głównie Tomek Kuczma, który zajmował się oprawą graficzną albumu. Wypatrzył to na jakiejś zagranicznej realizacji i uznał, że my też moglibyśmy pobawić się trochę animacją. Zoetrope vinyl polega na tym, że jeżeli nagramy obracającą się płytę kamerą lub telefonem w odpowiednim klatkażu – bo jednak ludzkie oko widzi za dobrze – to nagle nadruk na powierzchni zacznie się poruszać. Jestem dumny, że wprowadziliśmy ten efekt, bo to czyni z mojej płyty ciekawy przedmiot, z którym można wejść w jakąś dodatkową interakcję. Cieszę się też, że mogę pracować z tak kreatywnymi ludźmi jak Tomek, który ma świetne pomysły i robi piękne rzeczy.

Niedawno ogłosiłeś, że ten album pokrył się platyną, czego Ci gratuluję. Czy możesz przy okazji zdradzić, o ile w ogóle masz dostęp do takich danych, jaki udział w tym wyniku mają odsłuchy w streamingu, a jaki sprzedaż fizycznych płyt?

Bardzo dziękuję! A co do Twojego pytania, ojejku, nie wiem, ale myślę, że bardzo duży udział ma jednak streaming, a zwłaszcza te najpopularniejsze hity. Sprzedaż fizyczna nie jest tak duża, jak kiedyś i właściwie uważam, że te złote i platynowe płyty są już nieco naciągane. Zacząłem nawet troszkę umniejszać ten swój sukces, aczkolwiek fajnie mi ktoś odpowiedział, że inni artyści są w tej samej sytuacji. Też mogą mieć platynową płytę, ale jej nie mają, prawda? Wtedy zdałem sobie sprawę, że to jednak faktycznie ogromne osiągnięcie i jestem za nie bardzo wdzięczny. Takie zdarzenia mocno mnie motywują, chociaż to tylko dodatek, bo za swój największy sukces uważam, że w klubach wypełniamy sale, że ludzie z koncertów wychodzą z uśmiechem, a potem piszą do mnie, że moje piosenki są dla nich w jakiś sposób ważne. Po wydaniu winyli też dostaję wiadomości z podziękowaniami i różnymi filmikami, na których np. cała rodzina tańczy przy włączonym gramofonie. To jest wspaniałe!

Żebyś tym bardziej przestał wątpić w słuszność swojej platyny, dodam tylko, że ZPAV stosuje pewne przeliczniki. Wyniki sprzedaży samych winyli mnożone są przez 2,5.

Tak, oni muszą to jakoś wypośrodkować, podobnie jak np. w skokach narciarskich, gdzie dla wyrównania szans dodawane są punkty za wiatr. Ale szczerze mówiąc, nigdy się tym aż tak nie interesowałem. Za to jestem pod wrażeniem wysokich wyników hip-hopowców. Oni w samym preorderze potrafią osiągać zawrotne liczby, a wiadomo, że tam chodzi już wyłącznie o fizyczną sprzedaż, bo piosenek do odsłuchu jeszcze nigdzie nie ma.

Wspomniałeś, że sukces Twojego albumu zbudowały głównie przeboje – chodzi oczywiście o „Tam słońce, gdzie my” czy „Nie mówię tak, nie mówię nie”. Dzisiejszy rynek muzyczny faktycznie mocno opiera się na cyfrowych singlach. Są artyści, którzy to widzą i nie przywiązują już takiej wagi do wydawania fizycznych płyt. Co sądzisz na ten temat?

Rozumiem, że niektórzy decydują się na wypuszczanie muzyki tylko w cyfrowej formie. Jeśli się nie ma dobrych układów z wytwórnią czy tłocznią, jest to oczywiste. Czasy również nie sprzyjają wydawaniu tradycyjnych płyt, bo od dawna zmierzamy w stronę cyfryzacji i nawet w samochodach nie ma już odtwarzaczy CD. Mimo wszystko ja ciągle wierzę w fizyczne albumy. One nam dają zupełnie inny kontakt z muzyką, niż np. słuchanie piosenek z telefonu, gdy idziemy ulicą albo siedzimy w pociągu. Dlatego cieszy mnie ta wciąż rosnąca popularność winyli. Przy nich można się spotkać, usiąść w wygodnym fotelu z kawką czy herbatą i celebrować dźwięki. Zadaniem singli jest natomiast przyciągnięcie jak największej liczby odbiorców – właśnie z takim przeświadczeniem wybraliśmy te z mojego albumu, a trudniejsze i bardziej osobiste utwory pozostawiliśmy dla zainteresowanych.

A czy tak ogromny sukces „Tam słońce, gdzie my” nie był dla Ciebie przytłaczający? Nie czujesz się już trochę zmęczony tą piosenką?

Nie czuję zmęczenia, czuję wdzięczność. Taki hit pozwala mi bez stresu eksperymentować i robić różne inne rzeczy, na które artysta czasami nie może sobie pozwolić. Poza tym jestem dumny z tej piosenki i z emocji, jakie w nią włożyłem. Najbardziej jednak cieszy mnie, że ten utwór stał się ważny dla tak wielu ludzi, którzy odnajdują w nim cząstkę siebie. Zawsze też przecieram oczy ze zdumienia, że mój tekst może mieć tyle różnych interpretacji. Do dziś otrzymuję mnóstwo wiadomości z bardzo osobistymi historiami, np. o tym, że ta piosenka komuś pomogła przetrwać trudny czas po odejściu bliskiej osoby. Bardzo się wtedy wzruszam.

To wspaniały, niezwykle przebojowy numer, chociaż moją ulubioną piosenką z Twojego repertuaru jest „Motyla noga”. Mam w sobie wręcz jakąś niezgodę na fakt, że nie osiągnęła tylu odtworzeń co „Tam słońce, gdzie my”. A czy Ty zastanawiasz się czasami, jak to jest, że jeden utwór radzi sobie lepiej, inny gorzej?

Staram się o tym nie myśleć. Rick Rubin w swojej książce „Akt twórczy. Nowy sposób bycia” pisze, że dla artysty największym sukcesem powinno być samo wydanie dzieła, a to, co się z nim dzieje później, nie jest już od nas zależne. Z kolei Billie Eilish opowiadała, że na początku w ogóle nie wierzyła w piosenkę „Bad Guy”. Nawet chciała z niej zrezygnować, tymczasem to dzięki niej wystrzeliła jej kariera. Dlatego ja nie robię sobie żadnych oczekiwań wobec swoich piosenek, by uniknąć rozczarowań. Jeśli któraś się przyjmie – jest mi miło, a jeśli nie – piszę następne.

Podczas swojej jesiennej trasy zagrałeś kilka premierowych utworów. Czy to już zapowiedź kolejnego albumu?

Jeżeli chodzi o nowe wydawnictwo, powoli coś się klaruje, ale nie chcę sobie narzucać żadnej presji. Na razie tworzymy mniej lub bardziej zaawansowane demówki, część zaczynamy prezentować na koncertach i zobaczymy, co się z nimi wydarzy. Póki co żyję jeszcze tą płytą, która wyszła.

Wielkie dzięki za rozmowę.

fot. Tomasz Nowak

fot. główna: Ola Kowalska

Jedyny polski portal o płytach winylowych. W sieci już od ponad 10 lat (wcześniej Psychosonda)

Dane kontaktowe

Redakcja Portalu Winylowego
(biuro e-words)
al. Armii Krajowej 220/P03
43-316 Bielsko-Biała

© 2026 Portal Winylowy. All rights reserved.