Mając w pamięci poprzednie nagrania Jasmeno, można było oczekiwać wysokiego poziomu kolejnego albumu Slavomira Nietupskiego i jego grupy. Jakim dziełem okazuje się „Assemblage of Cinematic Idioms”?
To album wielowymiarowy, wymykający się prostym schematom oraz łatwym ocenom. Już od pierwszego kontaktu z materiałem staje się jasne, że nie mamy do czynienia z prostą płytą gatunkową, lecz z przemyślaną artystyczną wypowiedzią, która wymaga od słuchacza pełnego skupienia i gotowości na nietypowe muzyczne wyzwania. Teatralny rozmach i bogactwo formy stanowią fundament, na którym wzniesiona została muzyczna konstrukcja. Mastermind całego projektu, Slavomir Nietupski, wykreował coś w rodzaju nowoczesnej rock opery, nieco inspirowanej – nawet jeśli tego nie planował – monumentalnymi dziełami Arjena Anthony'ego Lucassena.
Już od pierwszych dźwięków album wprowadza słuchacza w podniosły, wręcz teatralny nastrój, zbudowany na bazie bogatej palety instrumentów akustycznych, elektrycznych oraz unikalnych, nietypowych sampli. To prawdziwie wielowątkowa, nieoczywista podróż przez rozległą krainę dźwięków, w której obok stałego składu (Brian Gawaski, Michał Grall, Artur Olkowicz oraz sam Slavomir Nietupski) wzięło udział kilkunastu muzyków sesyjnych i gościnnych. W warstwie formalnej album składa się z sześciu potężnych i rozbudowanych kompozycji, które miałem przyjemność odsłuchiwać na pięknie wydanym, 180-gramowym winylu typu splatter transparent, co dodatkowo podbijało rytuał obcowania z tą muzyką.
Muzyczny eklektyzm i poszukiwania własnej drogi to kolejna cecha, która rzuca się w uszy podczas odsłuchu „Assemblage of Cinematic Idioms”. W rozbudowanych strukturach kompozycyjnych słychać całą masę genialnych pomysłów, które śmiało mogłyby obdzielić kilka innych zespołów. Ciężkie, drapieżne riffy budują mroczny i gęsty klimat rodem z najlepszych płyt Kinga Diamonda, z kolei progresywne partie klawiszowe nawiązują do najlepszych tradycji klasycznego rocka dawnych epok. Całość, doprawiona licznymi efektami przestrzennymi i zabawkami brzmieniowymi, miejscami wchodzi jednak w intrygujący kontrast ze zbyt podniosłą, momentami niepotrzebnie przerysowaną atmosferą. Na duży plus zasługuje natomiast wszechstronna, pełna emocji sekcja wokalna, filmowy rozmach aranżacyjny oraz kapitalne partie gitarowe ze szczególnym uwzględnieniem wciągającego, wieńczącego album utworu „Seduced by Ambiguity”. Czasami odnosi się jednak wrażenie, że nie wszystko idealnie się ze sobą spina w jedną spójną całość. Niewielki, artystyczny chaos wkradł się do niektórych aranżacji, tak jakby Jasmeno w swojej pasji twórczej chciał zmieścić w nich zbyt wiele skrajnych inspiracji naraz, co na dłuższą metę może nieco zmęczyć odbiorcę.
Podsumowując, album jest monumentalny, lecz z rysami. Dzieło, mocno zakorzenione w filozofii i sztuce wybitnego polskiego rzeźbiarza Władysława Hasiora, nie jest płytą bezbłędną i zdecydowanie daleko jej do mitycznego Złotego Graala. Mimo to album autentycznie urzeka swoim podniosłym, niemal architektonicznym klimatem, w którym poszczególne instrumenty brzmią tak, jakby miały za zadanie fizycznie zbudować labirynt dźwięku wokół słuchacza. Ogromnym atutem albumu pozostaje jego odważna, progresywna struktura, imponująca przestrzeń oraz cała seria zaskakujących, nieszablonowych zagrywek instrumentalnych. Pewnym zgrzytem pozostaje jednak specyficzna surowość produkcji, bo miejscami miksowi brakuje nowoczesnego szlifu, głębi i selektywności, jakich można by oczekiwać od wydawnictwa Jasmeno.