Zadymione, przyciemnione pomieszczenie. Eleganccy panowie, szykownie ubrane kobiety, a w powietrzu unosi się zapach prostego, aczkolwiek wyjątkowo apetycznego posiłku. I ta muzyka – wesoła, choć niektórych wzrusza, doprawiona ciętym żartem, z łatwością poruszająca do tańca nawet największego sztywniaka. Słuchając tego winyla, dosłownie przeniosłam się analogowym wehikułem czasu właśnie w takie miejsce. Ale zacznijmy od początku.
Przyszło mi recenzować płytę koncertową Warszawskiego Combo Tanecznego, zarejestrowaną w Mazowieckim Instytucie Kultury 1 grudnia 2025 roku. Chociaż podsumowanie pisze się zazwyczaj na końcu, chcę postawić sprawę jasno już na samym wstępie: mamy tu do czynienia z muzycznym pomnikiem historii.
Formacja, powołana do życia w 2009 roku z inicjatywy Jana Emila Młynarskiego, zabiera słuchacza w porywającą podróż do przedwojennej stolicy. Zespół z lekkością reaktywuje dawne piosenki podwórkowe, tanga, walce czy fokstroty. Miotam się w refleksji, czy te kompozycje w oryginale niosły w sobie dokładnie tyle samo ładunku emocjonalnego, czy to jednak zasługa dzisiejszych muzyków, którzy z czułością wprowadzili do nich współczesny akcent i świeżą energię.
Przed zapoznaniem się z materiałem z tego występu dobrze znałam dwa utwory: Chodź na Pragę oraz Ecie pecie. Być może z uwagi na fakt, że moje uszy zdążyły się już wcześniej oswoić z ich tekstami i melodią, to właśnie one najmocniej do mnie trafiły. Nie zmienia to jednak faktu, że każda piosenka na płycie buduje swój własny, osobliwy klimat. W tym miejscu należą się ogromne słowa uznania dla całego zespołu za instrumentarium i dojrzałość wykonawczą. Rozpoczynający utwór Zapomniana piosenka porywa moją całą duszę.
Na co dzień raczej z trudem podchodzę do płyt koncertowych, ale w tym przypadku realizacja zupełnie to zmienia. Czystość dźwięku oraz niesamowite umiejętności techniczne artystów sprawiają, że odsłuch w ogóle nie rozprasza. Gdyby nie zarejestrowane brawa między utworami, mogłabym odnieść wrażenie, że słucham dopracowanego materiału ze studia.
Jedynym elementem, przy którym momentami odczuwałam pewne zmęczenie, okazał się wokal Młynarskiego. Z jednej strony doceniam jego lekkość oraz swojskie, mieszczańskie zacięcie, bo dzięki temu ma się pewność, że te utwory śpiewa właściwa osoba na właściwym miejscu. Z drugiej jednak strony ta charakterystyczna maniera bywa na dłuższą metę nieco przytłaczająca i w niektórych momentach wydaje się przerysowana.
Nie zmienia to faktu, że to wydanie to prawdziwa perełka. Ten winyl powinien być stałym tłem dźwiękowym w muzeach o tematyce warszawskiej, a obcokrajowcom należałoby puszczać go jako naszą muzyczną wizytówkę. Oby takie wydawnictwa nie odchodziły w zapomnienie, bo kryją się na nim prawdziwe skarby polskiej kultury. Dobrze, że Mazowiecki Instytut Kultury podejmuje się realizacji tak wartościowych projektów, a takie zespoły jak Warszawskie Combo Taneczne promują dawne, piękne brzmienia.
Samo wydanie płyty jest estetyczne, a jakość tłoczenia i brzmienia na krążku robi ogromne wrażenie. Pod względem audio ten album brzmi o niebo lepiej niż niejeden winyl wypuszczony spod skrzydeł wielkich, komercyjnych wytwórni.
Wyd. Czytelnia ELEKTRA/Mazowiecki Instytut Kultury