Recenzje

Bruno Mars - The Romantic

Jakub Krzyżański
Jakub Krzyżański
11.03.2026

Bruno Mars, choć jest jednym z najpopularniejszych artystów na świecie, od kilku lat wydaje się odpuszczać udział w muzycznym wyścigu szczurów. Ostatnio częściej występował w nagraniach jako gość lub partner sceniczny aniżeli pierwszoplanowa, solowa gwiazda. Jego najnowszy album „The Romantic” tylko potwierdza, że Marsa przestaje interesować gonienie za trendami czy nawet ich kreowanie. Zamiast tego woli nas zabrać w podróż do lat 60. i 70. – epoki, która od zawsze go fascynuje.

„The Romantic” to album skrojony pod listę Billboardu, ale A.D. 1974. Oczyma wyobraźni widzę ją na półkach obok ówczesnych winyli Marvina Gaye’a – nagranego wraz z Dianą Ross „Diana & Marvin” albo „Let’s Get It On”. Ewentualnie na tej samej półce, co mniej znany w Polsce Tony Orlando & The Dawn. Bruno Mars łączy bowiem na swojej płycie wpływy Motown z latynoskim retro popem rodem z Las Vegas i tylko chwilami przypomina nam, że jesteśmy w XXI wieku.

Najbardziej nowocześnie brzmi pierwszy singiel „I Just Might”, który pewnie należy uznać za kompromis między tworzeniem muzyki nastawionej na sprzedaż a tym, co podpowiada gwiazdorowi serce. Rezultatem jest udany radiowy przebój; most łączący wcześniejsze hity Marsa z jego aktualnymi propozycjami.

Pozostała część materiału brzmi już bardziej retro, by nie powiedzieć staroświecko. Mnie się ten archaizm jednak bardzo podoba, bo znając ostatnie projekty artysty oraz jego muzyczne gusta, widzę w nim szczerość i konsekwencję.

W 2021 roku Bruno Mars wydał wraz z raperem Andersonem .Paakiem album „An Evening with Silk Sonic”. Przesiąknięta funkiem i filadelfijskim soulem płyta zebrała entuzjastyczne recenzje. Nie była w ogóle skrojona pod masowego odbiorcę, a mimo to pokryła się platyną w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie. „The Romantic” to kontynuacja tej drogi, choć już solowa i łagodniejsza. Zgodnie ze swoim tytułem, nadaje się bardziej na intymny wieczór niż nocną imprezę.

Teksty – podobnie jak w miłosnych, soulowo-latynoskich piosenkach z lat 70. – bardzo lekko traktują temat miłości. Nie ma w nich dylematów czy skomplikowanych historii. Można to wybaczyć, biorąc pod uwagę ideę albumu – stworzenie romantycznego i przyjemnego nastroju. Jednocześnie nie sposób nie odmówić im uroku, czego najlepszym przykładem jest słodka, dwuznaczna piosenka „Cha Cha Cha”. Jedyny utwór, który podejmuje trudniejszy temat wygasającego uczucia, to „Nothing Left” – emocjonalna ballada pozbawiona blichtru, dająca Marsowi pole do wokalnego popisu. Dołączenie jej do albumu przełamuje jego jednorodny, sielankowy nastrój.

Piosenkom z „The Romantic” łatwo zarzucić, że są niedzisiejsze albo bezpieczne, ale jedno trzeba przyznać: nie brakuje im kunsztu i dobrego rzemiosła. Ich autorzy zwyczajnie wiedzą, co robią. Do każdej kompozycji podchodzą indywidualnie, konstruując melodie z dużą precyzją. To samo dotyczy aranżacji. Ubranie „Something Serious” w kubański strój jest niezłym puszczeniem oka do bardziej świadomych słuchaczy. Do pierwszych taktów utworu można nawet sobie dośpiewywać „Oye Cómo Va” w wersji Santany. Bardzo doceniam takie zabiegi i szczerze chciałbym, aby współczesny mainstreamowy pop częściej opierał się właśnie na rzemiośle.

Winylowe wydanie w pełni oddaje analogowe brzmienie albumu. Stawiając igłę na płycie, naprawdę czuję się, jakbym odpalał amerykańskie tłoczenie Motown Records z połowy lat 70. Dźwięk jest ciepły i głęboki, bez żadnych trzasków i fabrycznych skaz. Do płyty dołączono oldschoolowy booklet z tekstami wszystkich piosenek, ale jeśli miałbym wskazać najsłabszy element wydawnictwa, byłby nim projekt okładki. Wygląda jak wykonany w pięć minut szkic, a portret piosenkarza w ogóle nie koresponduje z zamysłem albumu. Przypomina raczej list gończy z westernu, a więc niewiele ma wspólnego z romantycznym nastrojem.

„The Romantic” to płyta udana, choć skierowana do konkretnego typu odbiorcy. Nowe oblicze Bruno Marsa spodoba się przede wszystkim ludziom hołdującym klasyce oraz fanom przyjemnych melodii. W Polsce album docenią chociażby słuchacze Macieja Milewskiego, znanego jako Cinnamon Gum. To podobny klimat i podobne myślenie o muzyce. Tradycyjne, za to niepozbawione dbałości o jakość.

Wydawca: Atlantic Records
Dystrybutor: Warner Music Poland
Album dostępny w naszej wyszukiwarce płyt winylowych

Jedyny polski portal o płytach winylowych. W sieci już od ponad 10 lat (wcześniej Psychosonda)

Dane kontaktowe

Redakcja Portalu Winylowego
(biuro e-words)
al. Armii Krajowej 220/P03
43-316 Bielsko-Biała

© 2026 Portal Winylowy. All rights reserved.