Recenzje

Megadeth - Megadeth

Konrad Sebastian Morawski
Konrad Sebastian Morawski
09.02.2026

Kiedy w 1985 roku Megadeth wydawał swój pierwszy album zatytułowany „Killing Is My Business... and Business Is Good!” świat stał w obliczu rozmaitych konfliktów militarnych. Teoretycznie dogasała Zimna Wojna, ale choćby w samej Europie za chwilę miały wybuchnąć wojny, które pochłonęły kolejne istnienia. Czterdzieści lat później w tej materii nic nie uległo zmianie. Ludzie wciąż się zabijają w imię pustych idei, a Megadeth wciąż nagrywa zajebiste albumy. 

Nie mam wątpliwości, że siedemnasty duży album zespołu Dave'a Mustaine'a, niestety prawdopodobnie też ostatni, to jeden z najlepszych materiałów Megadeth od wczesnych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Tyle, że to przede wszystkim kolekcja utworów heavymetalowych. Rzemieślniczo zagranych i rewelacyjnie wyprodukowanych. Megadeth nie wdaje się w przesadny romans z cyfrowymi korektami dźwięku, nie ściga się też ze swoją wielką przeszłością w thrash metalu. Za to proponuje krążek, który skopie niejeden tyłek fanów ciężkich brzmień. Album „Megadeth” to kapitalne pożegnanie z legendą. 

Dzieło w podstawowej wersji zawiera dziesięć kompozycji, a także cover utworu Metalliki „Ride The Lightning”, którego zresztą współautorem jest sam Mustaine. Swoją drogą sięgnięcie do twórczości macierzystego zespołu jest rewelacyjnym zabiegiem Mustaine'a. Tworzy to wyraźną nić pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością nie tylko kapeli, ale i całego gatunku. Co zatem jeszcze znajduje się w tej teraźniejszości? 

Ostatnia płyta Megadeth to prawdziwa kopalnia riffów i solówek. Intensywność z jaką Dave Mustaine i Teemu Mäntysaari zagrali swoje partie robi wrażenie. Każdy kolejny utwór oferuje przynajmniej jedno solo gitarowe, choć na ogół gitarzyści proponują kilka. Mnie osobiście porwały partie z „I Don't Care” (...korytarze gitarowe niemalże jak w legendarnym „Hangar 18”!) oraz „Obey The Call”, będące przykładem kapitalnych dialogów na poziomie solówek gitarowych. Warto wspomnieć, że Teemu Mäntysaari po raz pierwszy wystąpił w studio nagrywając numery z Megadeth. Jego obecność na siedemnastym albumie zespołu jest aż nadto odczuwalna w każdy możliwym dobrym znaczeniu wkładu w ten materiał. 

W zawartości dzieła daje się usłyszeć przede wszystkim pierwszorzędną celebrację heavy metalu z domieszką starej szkoły thrash metalu. Instrumentaliści Megadeth zasuwają w klasycznym stylu, według zasady: szybko, szybciej i jeszcze szybciej, choć niektóre struktury utworów zostały urozmaicone nieregularnym, często złamanym tempem w swoich finałowych momentach. Sprawdźcie „Tipping Point”, „I Don't Care”, „Let There Be Shred” i „Made To Kill”, aby przekonać się jak Dave Mustaine łączy dziś gatunek, z którego wyrósł w latach osiemdziesiątych XX wieku z patentami, które zalały rynek metalu u progu XXI wieku. Całość oprawiona dobrym, soczystym brzmieniem, choć tak jak wcześniej wspomniałem, odporna na e-dziwactwa prezentowane przez niektórych współczesnych inżynierów dźwięku. 

Na ostatnim albumie Megadeth kapela fragmentami ociera się nawet o hard rocka („Puppet Parade”, „Another Bad Day”), tak jakby chciała na zakończenie swojej kariery przypomnieć o wszystkich pomysłach, które prezentowała na przestrzeni całej swojej twórczości. Regularnie to jednak wciąż heavy metal próby 999. Megadeth fragmentami też zwalnia, dodaje na tym dziele trochę więcej atmosfery widma nuklearnej zagłady („I Am The War”, „The Last Note”), która zawsze towarzyszyła lirycznej twórczości zespołu. Niezwykle przejmująco i mocno wybrzmiewa ostatni utwór z podstawowej tracklisty płyty, który po serii biczowania riffami i solówkami gitarowymi wieńczy akustyczne zamknięcie ze słowami: "People know that they won't survive". Ponuro, boleśnie, szczerze. 

Podsumowując nie sądzę, aby album „Megadeth” mógł zostać klasykiem w twórczości legendarnej kapeli, ale to przede wszystkim spektakularne pożegnanie zespołu z twórczością studyjną. Świat, który pozostawia po sobie Dave Mustaine wciąż płonie. Legendarny muzyk wydaje się krzyczeć, że my ludzie przegraliśmy swój humanitaryzm. To najlepsze uderzenie, jakie w ostatnich akcentach swojej twórczości mógł wyprowadzić Megadeth. 

Jedyny polski portal o płytach winylowych. W sieci już od ponad 10 lat (wcześniej Psychosonda)

Dane kontaktowe

Redakcja Portalu Winylowego
(biuro e-words)
al. Armii Krajowej 220/P03
43-316 Bielsko-Biała

© 2026 Portal Winylowy. All rights reserved.