Josh Groban po sześciu latach przerwy wraca z nowym solowym albumem. „Cinematic”, zgodnie z tytułem, przynosi zestaw dziesięciu filmowych przebojów w interpretacji amerykańskiego wokalisty, jednego z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli nurtu classical crossover. Zapowiada się nudno? Nic bardziej mylnego.
Na płycie Groban sięga po piosenki z filmów powstałych na przestrzeni wielu dekad. Najstarszy z nich, „Pinokio”, z utworem „When You Wish Upon a Star”, miał premierę w 1940 roku, natomiast najnowszą kompozycją jest „Remember Me” z animacji „Coco” z 2017 roku. Tak duża rozpiętość czasowa nie wpływa jednak na spójność albumu. Wszystkie utwory zostały bowiem zaaranżowane i wykonane w jednolitej estetyce, charakterystycznej dla Grobana.
Artysta od początku kariery balansuje między śpiewem popowym a klasycznym. Jego głos doskonale sprawdza się w repertuarze scenicznym i musicalowym, dlatego nawet w nagraniach z udziałem orkiestry wokal pozostaje na pierwszym planie. Groban imponuje dykcją oraz aktorskim podejściem do interpretacji tekstu. „Cinematic” nie próbuje wywracać oryginalnych kompozycji do góry nogami. To album, który ma przede wszystkim brzmieć elegancko. Skierowany jest głównie do wieloletnich słuchaczy artysty, ceniących jego charakterystyczny sposób śpiewania. Przypadkowego odbiorcę może natomiast zaintrygować, jak popularne utwory prezentują się w nowym wykonaniu.
Jeszcze przed odsłuchem, gdy spojrzałem na listę piosenek, najbardziej czekałem na „Skyfall”. Z tym przebojem mierzyły się już rzesze wokalistów – zarówno początkujących, jak i uznanych. Wielu poległo, ale Groban nawet nie próbuje rywalizować z Adele. Choć bez trudu radzi sobie ze wszystkimi wokalnymi wyzwaniami, proponuje interpretację opartą na subtelności, co słychać również w oszczędniejszej orkiestracji. W tej wersji „Skyfall” pasuje bardziej do świata Disneya niż serii o Bondzie.
Z kolei „Brucia La Terra” (motyw z „Ojca chrzestnego”) w interpretacji Grobana przestaje być częścią gangsterskiej sagi, a staje się niemal operową arią. Artysta wykonał utwór w duchu Andrei Bocellego – innego sławnego wykonawcy tej pieśni. To najbardziej „klasyczny” moment albumu, który może zaskoczyć część słuchaczy.
Najbardziej przypadły mi do gustu dwa utwory z końcowej części płyty – „Moon River” oraz „Against All Odds (Take a Look at Me Now)”. Pierwszy z nich, pochodzący z filmu „Śniadanie u Tiffaniego”, to piękna, romantyczna kompozycja, która od lat dobrze odnajduje się w rozmaitych muzycznych interpretacjach. W wersji Grobana nabiera niemal jazzowego charakteru, a duża w tym zasługa gościnnego udziału trębacza Jacka Grobana, ojca wokalisty. Jego solówka stanowi największe urozmaicenie na całej płycie, zwłaszcza że w gatunku uprawianym przez Grobana instrumentalne solówki należą do rzadkości. „Against All Odds” to z kolei kultowy przebój Phila Collinsa, mocno zakorzeniony w estetyce popu lat 80. Wysłuchanie go w wersji klasycznej było ciekawym doświadczeniem.
Muzyka o tak stylowym, orkiestrowym charakterze wymaga dopracowanej realizacji oraz starannego masteringu i tłoczenia. W przypadku „Cinematic” te elementy stoją na wysokim poziomie, co słychać na recenzowanej winylowej wersji albumu. To dobrze brzmiąca płyta, eksponująca zarówno wokalny kunszt Grobana, jak i umiejętności muzyków zaangażowanych w nagrania. Dźwięk jest czysty, przestrzenny i ciepły. Trudno mieć tu większe zastrzeżenia.
Choć „Cinematic” to już dziesiąty album w dyskografii Grobana, może okazać się jednym z jego najbardziej reprezentatywnych. To wydawnictwo, które pokazuje możliwości wokalisty w dobrze znanym repertuarze, a przez to ma potencjał, by poszerzyć grono jego odbiorców.
Album znajdziecie w naszej wyszukiwarce płyt winylowych.
Wydawca: Warner Music Poland