Noah Kahan właśnie wydał „The Great Divide” — album przepełniony porywającymi melodiami, który w przystępny sposób czerpie z bogatej tradycji amerykańskiej muzyki folkowej. To płyta głęboko zakorzeniona w konkretnych miejscach, emocjach i doświadczeniach, a jednocześnie bardzo uniwersalna.
W muzyce folkowej jest coś prawdziwego, naturalnego i bliskiego życiu everymana. To pierwsze wrażenie po zetknięciu się z „The Great Divide”. Choć nad albumem pracowali uznani producenci — Aaron Dessner i Gabe Simon — a w nagraniach pojawia się grono znakomitych gości, całość sprawia wrażenie muzyki niewymuszonej, a przy tym intymnej.
To album na wskroś amerykański — zarówno w warstwie muzycznej, jak i lirycznej. Kahan niczym współczesny trubadur krąży po różnych odcieniach folku i americany, opowiadając o lękach, relacjach z najbliższymi, poczuciu wyobcowania oraz miejscach, które ukształtowały go jako artystę i człowieka. Jego teksty mają w sobie coś z pamiętnika pisanego późną nocą, a momentami naprawdę świetne melodie podkreślają ich głębię.
„Spisałem swoje uczucia przy fortepianie w Nashville, przy stawie w Guilford w Vermont, w legendarnym studiu w północnej części stanu Nowy Jork, na farmie z wieżą przeciwpożarową w Only w Tennessee. Ta muzyka to moja najlepsza próba zgłębienia ludzi, miejsc i emocji, które mnie ukształtowały” — mówi Kahan o „The Great Divide”. Świetnym uzupełnieniem całej tej historii jest dokument „Noah Kahan: Out of Body”, przedstawiający nie tylko charyzmatycznego muzyka, ale także gościa, z którym po prostu fajnie byłoby iść na piwo.
Już otwierające album „End of August” kreuje emocjonalny ton całości — melancholijny fortepian i przejmujący wokal Kahna tworzą jeden z bardziej wzruszających momentów na płycie:
I thought getting older meant
Knowing it’s too late to try
Rozmach w stylu Of Monsters and Men usłyszymy w rytmicznym „Doors”, a jedna z moich ulubionych kompozycji „American Cars”, zmierza niczym tytułowe samochody do kapitalnego refrenu. „Downfall” z gościnnym udziałem wokalnym legendarnego Justina Vernona (Bon Iver), który gra tu także na banjo, to kolejny wyrazisty dowód na kompozycyjny talent Kahana, a przy okazji niezły przebój.
Mimo aż siedemnastu piosenek (a jest jeszcze rozszerzona wersja „The Great Divide: The Last of the Bugs”) płyta trzyma tempo i unika dłużyzn. Chociaż pod koniec można odczuć lekkie znużenie wygładzoną estetyką albumu, jednak siła melodii i konsekwencja artystycznej wizji kuszą słuchacza kolejnym odsłuchem.
Na osobne wyróżnienie zasługuje fizyczne wydanie albumu. Winyle umieszczono w eleganckim gatefoldzie z zadrukowanymi kopertami, dużym dwustronnym plakatem i obszernym arkuszem z tekstami. Wszystko przygotowano ze smakiem i dbałością o szczegóły. Dostępne są liczne warianty kolorystyczne, a nawet limitowana wersja z podpisem artysty.
„The Great Divide” oczywiście nie rewolucjonizuje muzyki folkowej. Nie próbuje odkrywać też Ameryki na nowo. Ale pokazuje jej kolejne odcienie i mierzy się z jej współczesnymi problemami. Wpisuje się w bogatą historię gatunku, który zawsze stawiał na szczerość i szukanie w muzyce prawdziwych emocji.
Zobacz płyty Noaha Kahana w naszej wyszukiwarce płyt winylowych.