Recenzje

The Rolling Stones - Foreign Tongues

Marcin Mieszczak
Marcin Mieszczak
21.07.2026

W refrenie „Side Effects” Mick Jagger śpiewa: „I can’t stop, I can’t get enough”. Co prawda tematyka tego kawałka jest nieco inna, ale ten fragment bardzo mi spasował, żeby opisać energię najnowszej płyty The Rolling Stones. Jeśli grać rocka po osiemdziesiątce (zarówno Jagger, jak i Richards to rocznik 1943), to dokładnie w taki sposób. Podobne wrażenie miałem podczas odsłuchu ostatniej płyty Paula McCartneya „The Boys of Dungeon Lane” (zresztą panowie spotkali się podczas sesji „Foreign Tongues” – Paul zagrał na basie w sugestywnie zmysłowym „Covered In You”). Te albumy to dwa piękne przykłady tego, w jaki sposób przeżyć emeryturę!

Rock’n’rolla na najnowszej płycie jest pod dostatkiem. Jakiego? Momentami bardziej zadziornego, jak szorstki, bluesrockowy „Rough And Twisted”, który rozpoczyna całą setlistę. Jest też bezkompromisowo rozpędzony „Hit Me In The Head” czy singlowy „In The Stars”, który łączy klasyczną stonesowską energię z nowoczesną produkcją. Bank jednak rozbija wspomniany „Side Effects”. Zaczyna się trochę niepozornie, by po chwili przerodzić się w niezwykle rasowego rockera z przebojowym refrenem. Takiego potencjału w żadnym wypadku nie można odmówić także „Never Wanna Lose You” – tutaj z kolei Stonesi odwołują się do swojego funkowo-tanecznego dziedzictwa, znanego chociażby z płyt „Some Girls” czy „Emotional Rescue”. Zaskoczeniem – trochę oderwanym stylistycznie od całości, ale dla mnie bardzo przyjemnym – jest kończący album, zagrany w stylu śpiewaków z Delty Missisipi, cover „Beautiful Delilah” Chucka Berry'ego. Stonesi wykonywali go już w latach 60., ale ta współczesna wersja ma w sobie coś tajemniczego, a jednocześnie stanowi niemal symboliczną klamrę.

Tym razem nie znalazłem ballady, która zapewniłaby sobie miejsce w mojej prywatnej playliście stonesowskich łamaczy serc, chociaż uroku nie można odmówić drugiemu singlowi z płyty, czyli „Jealous Lover”. Zaśpiewany falsetem, a w dodatku wsparty grą Steve’a Winwooda, pewnie rozpali niejeden wieczór w klubach całego świata. Byłem też szczególnie ciekawy utworu, który śpiewa Keith Richards, ponieważ jestem fanem jego tajemniczego, nieco szorstkiego stylu (niedoścignionym wzorem wciąż pozostaje nocny, pulsujący „Thief in The Night” z „Bridges to Babylon”). „Some of Us” okazał się jednak po prostu ciekawą, ale niewyróżniającą się, refleksyjną balladą.

Za brzmienie albumu odpowiedzialny jest Andrew Watt, który współpracował już ze Stonesami przy płycie „Hackney Diamonds”. Panowie razem wykreowali brzmienie utrzymujące równowagę pomiędzy popową gładkością wymaganą od takich produkcji, a niesterylnym rockiem, którego de facto zespół jest ikonicznym przedstawicielem. Ten kompromis, połączony z głębią, dynamiką i przestrzenią, słychać na świetnie wytłoczonych winylach. Zdecydowanie ten nośnik rekomendujemy do obcowania z „Foreign Tongues”. Godny odnotowania jest fakt, że oprócz papierowych kopert z tekstami w zestawie umieszczono także antyelektrostatyczne, foliowe koszulki na dwie płyty winylowe. To oczywiście powinien być standard przy nowych (i coraz droższych) wydawnictwach.

Stonesi nagrali tę płytę w miesiąc. Jej brzmienie, rozmach i kompozycje to nie tylko dowód na bezapelacyjny geniusz niegrzecznych chłopców rock’n’rolla, ale także na to, że ten gatunek – pomimo licznych meandrów i niebezpiecznych pułapek – potrafi być wciąż źródłem życiodajnej energii. Zarówno dla twórców, jak i dla odbiorców.

Płytę "Foreign Tongues" znajdziesz w naszej wyszukiwarce płyt winylowych.

Jedyny polski portal o płytach winylowych. W sieci już od ponad 10 lat (wcześniej Psychosonda)

Dane kontaktowe

Redakcja Portalu Winylowego
(biuro e-words)
al. Armii Krajowej 220/P03
43-316 Bielsko-Biała

© 2026 Portal Winylowy. All rights reserved.