Album „Jazztronika” spróbuję na początek podsumować w jednym zdaniu: gęsta jazzowo-hiphopowa atmosfera letniej kanikuły na fioletowym winylu.
Czasami debiuty bywają nieśmiałe, badające grunt. Jednak w przypadku trio J.tronix w składzie: Klaudia Wachtarczyk, Aleksander Gonsior i Szymon Szczot, mamy do czynienia z wejściem na scenę w pełni ukształtowanym, pewnym krokiem. „Jazztronika”, która ukazuje się nakładem Polvinyl Records, to materiał spójny i przemyślany. Z jednej strony operuje własnym językiem, a z drugiej czerpie z bogatej historii jazzu (głównie tej europejskiej) i nie tylko. O tym, że projekt ten ma w sobie ogromny potencjał, świadczą chociażby sukcesy na festiwalach Jazz nad Odrą czy Poznań Blue Note Competition.
J.tronix ma w sobie sporo bezpretensjonalnego luzu w otwierającym winyl „In a Nervous Mood”. To oczywiście puszczone oko do ellingtonowskiego „In a Sentimental Mood”, ale tu próżno szukać rozmarzonego sentymentalizmu. Rytm się łamie, ucieka w nieoczywiste metrum, a miejskiego, nerwowego charakteru dodaje gościnny występ Roberta Wypaska na saksofonie tenorowym. Zaraz po nim pojawia się „Glide” – skoczny, lekki i chyba najbardziej taneczny w całym zestawieniu. Czuć wakacje na całego. Z kolei „Cold House” wprowadza posępny, melancholijny klimat, brzmi trochę jak pożegnanie z pięknym dniem, choć na tym nośniku to przecież sam środek płyty. A i w środku kawałka dzieje się sporo. Kojącym plastrem na te muzyczne emocje okazuje się „Baslada”. To klimatycznie filmowa, powolna ballada z piękną grą perkusyjnymi miotełkami i basem w roli głównej.
Strona B rozpoczyna się równie intrygująco. Zespół nie przyśpiesza, ale robi krok w stronę polskiej tradycji muzycznej. Historyczna forma mazurka zostaje tu rozpisana na wielowątkowym podkładzie, na którym płynie hipnotyzująca klawiszowa melodia. Nie bez powodu utwór został nazwany „iMazur”: tradycja spotyka się tu z nowoczesnością. Natomiast kończący płytę „Ostdorf” (w serwisach streamingowych to właśnie ten kawałek otwiera „Jazztronikę”) pulsuje nowoczesnym groovem, napędzanym dynamicznym rytmem i głębokim, motorycznym basem. Nad tą sekcyjną machiną unoszą się swobodne improwizacje na fortepianie, a w tle słychać syntezatory, które mogą przywodzić na myśl mistrzów fusion, jednak w odświeżonej formie, silnie korespondującej z hip-hopowym nerwem.
Cechą charakterystyczną „Jazztroniki” jest jej spójność. Płyta płynie jednolitym, zwartym nurtem. Nie uświadczymy tu nagłych, nieuzasadnionych zwrotów akcji. Zamiast tego zanurzamy się w gęstej atmosferze przypominającej duszne, sierpniowe popołudnie. To improwizowany jazz, elektronika i subtelny hip-hop, które naturalnie się przenikają.
Warto podkreślić, że fizyczne wydanie to nie tylko inna narracja wynikająca ze zmienionej kolejności utworów. Na winylu ta muzyka szczególnie dobrze współgra z ciepłym, analogowym charakterem nośnika. Polvinyl Records stanęł na wysokości zadania – zderzenie organicznego brzmienia żywych instrumentów i chłodnej elektroniki nabiera na analogowym nośniku szlachetnego ocieplenia. A do tego całość z fioletowym winylem i sugestywną okładką prezentuje się niezwykle intrygująco. Tym bardziej jesteśmy dumni z patronatu medialnego nad tym tytułem!
Płytę kupisz tutaj.