Recenzje

Król Słońce - Wschód Zachód

Jakub Krzyżański
Jakub Krzyżański
25.03.2025

Ta płyta dowodzi, że brak pośpiechu przy długogrającym debiucie może bardzo zadziałać na korzyść. Król Słońce od początku swego istnienia zwrócił moją uwagę i już wczesne single zespołu (wtedy jeszcze duetu) przypadły mi do gustu, ale w porównaniu z nimi album „Wschód Zachód” prezentuje zupełnie inny, wyższy poziom. Słuchając go czuję, że mam do czynienia z artystami ukształtowanymi i w pełni gotowymi do dłuższej formy wyrazu niż pojedyncza piosenka lub epka.

Pamiętam, jak w 2020 roku pierwszy singiel Króla pt. „Instynkt” umilał mi trudny czas pandemii. To była muzyka inspirowana latami 80., bardzo elektroniczna, melodyjna, ale raczej skromnie zaaranżowana. I chociaż kolejne utwory tylko poszerzały grono sympatyków grupy, to nie uświadczymy ich na tym winylu. Zamiast – jak większość współczesnych debiutantów – zebrać do kupy wszystkie dotychczasowe single i wydać album a’la „The Best of”, zespół podszedł do sprawy bardzo ambitnie: postawił na zupełnie nowy materiał, a do tego rozbudował nie tylko instrumentarium i skład, ale również swoje kompozycje. I o ile wcześniej można było Króla Słońce porównać do innych, podobnych retro-bandów, tak teraz na naszej rodzimej scenie grupa stanowi unikat.

„Wschód Zachód” to płyta ciepła, przebojowa, ale też dojrzała i momentami mocno rozmarzona. W tych fragmentach bliżej jej jednak do pogodnego fusion niż psychodelii. Wyraźnie też słychać, że zespół przeniósł swoje zainteresowania z lat 80. na wcześniejszą dekadę. W brzmieniu pojawiły się gitary i żywa perkusja, a jeśli któraś z piosenek zahacza o taneczne rytmy, zamiast synth popu otrzymujemy disco.

Co najważniejsze, jest to album przemyślany, spięty klamrą (utwory „Wschód” i „Zachód”), w którym trudno postrzegać jedną piosenkę w oderwaniu od pozostałych. Po wspomnianym już intro „Wschód” usłyszymy rześką, pobudzającą piosenkę „Ostatnia szansa”, która w zwrotkach przypomina brzmienia z pierwszej płyty Kombi, by po chwili przemienić się w styl Tame Impala. „Znów oddychamy” pokazuje natomiast, że zespół nie do końca porzucił elektronikę, ale dozuje ją z większą precyzją, uwzględniając także swoje nowe, funkowo-jazzowe inspiracje. Prawdziwa beztroska czeka nas na stronie B. Piosenka „Jupiter” to energetyczny indie-rock ocierający się o dyskotekowe brzmienia, natomiast następującą po nim pierwszą część „Tuż” można już w pełni zakwalifikować do tego gatunku, i to jego najszlachetniejszej postaci. Myślę, że to kulminacyjny moment albumu, po którym czeka nas wygaszanie emocji w postaci 8-minutowego, relaksującego utworu „Seans” i jazzującego outro „Zachód”. Coraz trudniej o tak dobrze skonstruowaną, angażującą płytę.

Słuchanie tego rodzaju muzyki na winylu to czysta przyjemność. Nowa, dużo bardziej organiczna odsłona zespołu została starannie przeniesiona na analogowy nośnik. Brzmi głęboko, miękko i ciepło. Bas jest solidnym fundamentem, ale pozostałe dźwięki także mają wystarczająco dużo przestrzeni, by zaznaczyć swoją obecność. Równie miło prezentuje się okładka, która swoim klimatem i barwami wiernie oddaje muzykę zespołu.

Król Słońce znalazł swój własny, oryginalny styl. A może jeszcze nie znalazł i będzie szukać dalej? Tego nie wiem, ale mimo wszystko jestem spokojny o dalsze losy zespołu. Z takim wyczuciem, talentem i otwartą głową na pewno sobie na naszym rynku poradzi.

Wydawnictwo: Thin Man Records

Jedyny polski portal o płytach winylowych. W sieci już od ponad 10 lat (wcześniej Psychosonda)

Dane kontaktowe

Redakcja Portalu Winylowego
(biuro e-words)
al. Armii Krajowej 220/P03
43-316 Bielsko-Biała

© 2025 Portal Winylowy. All rights reserved.