Debiutancki album krakowskiego Mr Lonely to połączenie bluesowych i jazzowych inspiracji podanych w powabnej i przystępnej formie. Jeśli lubicie elegancką muzykę z oldschoolowym sznytem, świetnie zaśpiewaną i w dodatku z wszechobecnymi dęciakami, Mr Lonely jest dla was!
Przyznam na początku, że zauroczyła mnie ta płyta w zasadzie od pierwszego przesłuchania. Po otrzymaniu maila od zespołu posłuchałem od razu w internecie kapitalnego, nieco melancholijnego singla „Humming Spirals”. To doskonały wybór, by właśnie tym utworem pokazać światu klimat tego Samotnego Gentlemana. Opatulony dźwiękami saksofonu Jakub Kulawik śpiewa o wolności i zniewoleniu. Ale wolność, luz i radość ze wspólnego muzykowania słychać na całej płycie i zdecydowanie stanowi to jej bezapelacyjny atut. To także niezwykle równa płyta, na której po prostu wszystko jest na swoim miejscu. Aczkolwiek kilka utworów wybija się ponad przeciętność: wspomniany już, przeszywający „Humming Spirals”, utrzymany w podobnym stylu, ale jednak bardziej zwiewny i zmysłowy „The Cover”, a także „Little Truth”, który ujmuje swoją nostalgiczną aurą i bardzo ładną melodią. Ale Mr Lonely to nie tylko nastrojowe ballady. Jest i odrobina funku w „Long Way Home”, a nawet surowej rockowej energii w końcówce „Fuego” i „The Race”. Ktoś oczywiście może powiedzieć, że to wszystko już było: i ta elegancja, i ta zwiewność, i ten luz, a zespół jedynie odpowiednio połączył doskonale znane i wyważone składniki. Ale jeśli finalnie powstaje tak spójny album, to efekt broni się sam. W tym sensie Mr Lonely wpisuje się w dobrze znaną tradycję łączenia jazzu i bluesa z bardziej przystępną formą. Podobną ścieżkę, chociaż nieco bardziej folkową, obrali krakowscy koledzy z Kraków Street Band.
Płyta ponadto wyróżnia się świetnym brzmieniem - ciepłym i głębokim - co w przypadku takiej stylistyki i instrumentarium daje pożądany efekt. Każdy instrument ma swoje wyraźne miejsce, scena jest szeroka, a w dodatku odsłuchowi nie towarzyszą żadne niepotrzebne trzaski czy szumy. Winyl został także bardzo rzetelnie wydany: płyta schowana jest w kopercie z wydrukowanymi tekstami (szkoda jedynie, że nie jest ona w środku foliowa), a całość zdobi sugestywna (nazwa zespołu zobowiązuje) okładka w stylu gatefold.
Sam zespół pisze o swojej debiutanckiej płycie, że to muzyczne przywitanie - szczere, różnorodne i oparte na żywej energii wspólnego grania. Jeśli tak wygląda przywitanie, to już nie mogę się doczekać kolejnych etapów tej muzycznej znajomości.