Recenzje

Lyrre - Nothing is Promised

Konrad Sebastian Morawski
Konrad Sebastian Morawski
10.09.2026

Czy drewno i stal potrafią brzmieć? Posłuchajcie albumu „Nothing is Promised” kapeli Lyrre, aby usłyszeć odpowiedź. 

W świecie, który pędzi na oślep i dusi się w hałasie, muzyka krakowskiego zespołu Lyrre działa jak głęboki oddech pośród mchu. Ich drugi album, „Nothing is Promised”, to siedem kompozycji, które wyrastają z ziemi niczym dawno zapomniany bór – pełen surowej, metalowej siły i eterycznego, folkowego światła sączącego się przez korony drzew. Wszak jeśli muzycy mocno przywalają na instrumentach, to czujesz burzę, ale wszelkie te wyjęte jakby z innej epoki wstawki folkowe zabierają słuchacza do świata nieomalże onirycznego. Album ma w sobie wręcz coś transcendentalnego, angażując odbiorcę i spychając go na krawędzie przemyśleń o swoim własnym ja oraz wszechobecnym pośpiechu.

Centralnym pniem tego muzycznego drzewa jest Michalina Malisz-Martuś. Jej głos i hipnotyzujące partie liry korbowej nie są po prostu ozdobą. To żywa tkanka, która wwierca się w potężną ścianę dźwięku. Z jednej strony mamy mroczną, rzemieślniczą nawałnicę, za którą stoją Piotr Martuś (gitara), Miłosz Buśko (bas) i Tomasz Młóciński (perkusja). Z drugiej strony unosi się delikatny, niemal duchowy pierwiastek ludowy. To niezwykłe starcie ognia z rosą sprawia, że płyta zaintryguje miłośników mocniejszych brzmień, a jednocześnie otwiera drzwi do głębokich, ukrytych emocji.

Najbardziej w zawartości tego niezwykle udanego materiału podoba mi się kompozycja „Still Human”, będąca wizytówką tego, co dziś tworzy Lyrre. To chyba najlepsza ilustracja wszechstronności i wspomnianej wcześniej żywiołowości zespołu. To tu mocna sekcja instrumentalna, niczym w kalejdoskopie, ustępuje folkowemu duchowi. Wyraziście brzmi także „Orchard”, gdzie potężna, metalowa sekcja jest rozdzierana lirycznymi momentami folku. Co ciekawe, Michalina Malisz-Martuś udowadnia na dystansie tego utworu, że potrafi też mocno przyłożyć na wokalu, a złożoność, niejednostajne tempo i folkowe smaczki budują w sumie znakomitą kompozycję.

Nieco zaskakuje „Eos”, nie tyle samą konstrukcją utworu, co jego klimatem. Być może to odczucie to efekt mojego przedawkowania ascetyczną muzyką Ulvera, gdzie „Eos” był minimalistyczną balladą, podczas gdy w wykonaniu Lyrre staje się energetyczną, żywiołową kompozycją. Zespół miewa też momenty spokojniejsze, nieomal balladowe („Ephemeral”), jak również dzikie, niemalże zagrane w szale instrumentalne improwizacje („The Well”). Gdy metalowe riffy uderzają z siłą nadciągającej burzy, czujesz respekt przed żywiołem, jednak wystarczy jedno pociągnięcie strun w klimacie dawnych motywów, by przenieść się do świata zawieszonego poza czasem. „Nothing is Promised” to album o niemal transcendentalnej głębi. Brzmienie dojrzałe, świadome i dzikie, w którym każdy dźwięk ma swoje ukryte znaczenie.

Naprawdę trudno kategoryzować kolejne utwory, bo co można powiedzieć o „Oracle” albo kompozycji tytułowej? To mieszanka żywiołów, którą jednak spaja fantastyczna Michalina Malisz-Martuś. Ona, jej głos i lira budują ducha tego wydawnictwa i sprawiają, że klasyczne metalowe instrumenty brzmią tak dobrze. Całość – pomimo relatywnie krótkiego czasu trwania, nieco powyżej pół godziny – tworzy niesamowity efekt. Moim zdaniem "Nothing is Promised” to dzieło, które powinno otworzyć Lyrre drzwi do wielkiej kariery. Niech tylko zespół pozostanie duchem w lesie, a jego muzyka spowolni nieco ten pędzący do autodestrukcji świat, pozwalając nam na nowo odnaleźć ukierunkowany na naturę spokój.

Jedyny polski portal o płytach winylowych. W sieci już od ponad 10 lat (wcześniej Psychosonda)

Dane kontaktowe

Redakcja Portalu Winylowego
(biuro e-words)
al. Armii Krajowej 220/P03
43-316 Bielsko-Biała

© 2026 Portal Winylowy. All rights reserved.