Popsysze to trójmiejska ekipa, która od lat penetruje post-rockowe rewiry. W styczniu ukazał się ich piąty album „Powięź” pełen transowych, a przy tym na swój sposób swojsko brzmiących dźwięków.
Już od początku — od zgrabnie połączonych kompozycji „Nero 1” i „Nero 2” — zarysowana zostaje muzyczna kraina, w której rezyduje to intrygujące trio. Wpierw otrzymujemy utrzymaną w szybszym tempie, transową część pierwszą pełną głośnych gitar, gęstych bębnów i skandowanego wokalu. Potem „Nero 2”, powolnie tocząca się ballada, której strukturę wytyczają głębokie, basowe uderzenia. Między nimi snują się niepokojące, oniryczne dźwięki gitar, dyskretnej elektroniki i wokalu, który podejmuje temat z części pierwszej.
Kręć się wrzeciono kręć
Złotą nić kręć
Przynieś północny wiatr
Fala za falą
To niesamowita kompozycja, która dodatkowo zyskuje, gdy mocno rozkręcimy wzmacniacz, konsekwentnie wypełniając pokój odsłuchu wszelkimi niuansami dźwiękowymi. Folkowy wątek w tekście o złotej nici, wrzecionie oraz północnym wietrze tylko dopełnia już i tak wyjątkowy klimat.
Następujące po nich wielowątkowe „Nienasycenie”, choć znacznie bardziej rockowe i oparte na solidnej ścianie gitarowego hałasu, przynosi słuchaczowi wytchnienie od niezwykle gęstej atmosfery „Nero 2”.
Na stronie drugiej dzieje się równie dużo. „Mrugnięcie” ma także dwie części. Nieco mechaniczny początek, w którym słychać echa krautrockowych rozwiązań aranżacyjnych, rozwija się stopniowo zapraszając słuchacza do szalonego rytmicznego marszu. W środku noisowy atak, a potem druga część, melancholijna i mocno psychodeliczna. Jedną z nietuzinkowych umiejętności tego tria jest budowanie napięcia, od delikatnego startu po pełen emocji podniebny lot. Biorąc pod uwagę, że całość została zarejestrowana na „setkę”, możemy tylko domniemywać, że równie porywające jak płyta będą koncerty zespołu. Prześwit, promień i blask, o którym śpiewają panowie w utworze „Prześwit” rzeczywiście oddają charakter tej kompozycji. Specyficzny trans dalej jest główną składową tej piosenki, ale uciekając się do metafory porównałbym ją do wyjścia z mroku lub wypłynięcia na powierzchnię.
Popsysze na najnowszej płycie w sposób umiejętny łączą trans post-rockowego grania z niezwykle melodyjnymi momentami oraz oryginalnymi zagrywkami. Stanowią pomost pomiędzy światem ambitnego grania a dźwiękami łatwiejszymi w odbiorze. To spora sztuka.
Odsłuch z winyla okazał się ciekawym doświadczeniem: mocna dynamika oraz tony niuansów (gitarowe zagrywki, transowa sekcja, sugestywna elektronika) są czarujące i skutecznie wciągnęły mnie w tajemniczy klimat „Powięzi”. Do tego całość jest zaprezentowana w przemyślany i spójny sposób: gatefold, koperta z informacjami oraz dwie wersje winyla: kolor i tradycyjna czarna. Wszystko w ścisłym limicie. Polecam!