Wywiady

Cheap Tobacco: „Wschody i zachody” – płyta, która działa terapeutycznie

Jakub Krzyżański
Jakub Krzyżański
18.03.2026

Każde rozstanie może być początkiem czegoś nowego. O tym opowiada album Cheap Tobacco „Wschody i zachody”, ale pokazuje to także sama historia zespołu. Wokalistka Natalia Kwiatkowska i gitarzysta Robert Kapkowski opowiadają o kulisach powstawania piosenek z nowej płyty. Rozmawiamy też o ich winylowym debiucie – zarówno oficjalnym, jak i nieoficjalnym – oraz o wychodzeniu z muzycznych baniek.

Jakub Krzyżański: Jakie piosenki wolicie – smutne czy wesołe?

Natalia Kwiatkowska: Ja na pewno smutne. Lubię, jak piosenka we mnie coś porusza, a płakanie utożsamiam właśnie z uwalnianiem pewnych emocji. Ale wszystko zależy oczywiście od nastroju. Czasami, żeby się pozytywnie nastroić, słucham Marvina Gaye’a albo Arethy Franklin – też to kocham.

Robert Kapkowski: To zależy od samopoczucia. Lubię rano słuchać wesołych numerów, bo to fajnie nastraja na dzień, ale te smutne ogólnie bardziej mnie poruszają.

A które trudniej się pisze?

Natalia: Wesołe, ponieważ są większym wyzwaniem. Pisanie ballad przychodzi mi łatwiej, bo – jak każdy z nas – noszę w sobie jakiś smutek i próbuję go wyrazić poprzez piosenki. Była zresztą taka historia z Rolling Stonesami, że menedżer zamknął ich w kuchni i powiedział, że nie wypuści, dopóki nie napiszą w końcu czegoś wesołego.

Robert: Pisanie wesołych sprawia mi większą trudność i nie wiem, czemu tak jest. Najlepiej łączyć całą paletę emocji. Jak w życiu – jest i radość i smutek i na wszystko musi być miejsce. Nawet jak się nastawię na pisanie wesołych piosenek, to i tak wychodzi z tego ballada (śmiech). Już się chyba z tym pogodziłem.

Pytam, bo na Waszej płycie „Wschody i zachody” są zarówno piosenki smutne, jak i wesołe. Czy Was też ktoś musiał zamykać w kuchni, żeby powstały te drugie?

Natalia: Na szczęście nie (śmiech). Poza tym, my sami się zamykamy, bo przed każdą nową płytą organizujemy sobie takie obozy twórcze. Tym razem wyjechaliśmy na tydzień pod Frombork i tam powstała m.in. piosenka „Co u ciebie”. Teraz, w ostatecznej wersji, jest ona bardzo pogodna, jednak początkowo miała zupełnie inną zwrotkę. Taką ciężką, sentymentalną, ale w pewnym momencie sami stwierdziliśmy, że trzeba ją trochę ożywić. Nikt nas do tego nie zmuszał, więc w naturalny sposób znaleźliśmy w sobie ten element radości.

Okładka płyty „Wschody i zachody”

Ta dwoistość nastrojów wynika z tytułu płyty. Jak się domyślam, niekoniecznie musi on być brany dosłownie, prawda?

Natalia: Zgadza się. Chodziło nam bardziej o ten „wieczny życia krąg” – jak to śpiewali w Królu Lwie. Codziennie słońce wschodzi i zachodzi, my też przeżywamy różne wzloty i upadki. Zależało nam, aby zawrzeć tę cykliczność i złożoność świata, na którym jest tyle samo dobra, co zła.

To również płyta o różnych odcieniach i etapach relacji romantycznej. Wydawać by się mogło, że przedstawicie linearną historię, w której najpierw dochodzi do zakochania, spełnienia, a dopiero później kryzysu i rozstania. Zaczynacie jednak od zupełnie innej strony. Skąd taki pomysł?

Natalia: Od zawsze moim marzeniem było nagrać płytę, która działa terapeutycznie. I ona faktycznie przeprowadza nas przez wszystkie etapy po rozstaniu. Najpierw czujemy ból, żal i nie potrafimy zrozumieć sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Myślimy, co by było, gdyby..., czy coś mogliśmy zrobić lepiej, potem przychodzi akceptacja, a na końcu wdzięczność – za to, co było i za człowieka, który pojawił się w naszym życiu. Bardzo bym chciała, żeby po przesłuchaniu tej płyty ktoś ze złamanym sercem szybciej poradził sobie z tym, co nie bywa łatwe i przeszedł właśnie do tej wdzięczności.

Płyta przeprowadza nas także przez szeroki wachlarz Waszego stylu, bo gracie tu bardzo różnorodnie. Opowiedzcie, co się u Was wydarzyło przez ostatnie kilka lat, że tak się otworzyliście na nowe brzmienia.

Natalia: Stało się dosyć podobnie, jak na płycie, bo w naszym zespole też doszło do rozstania. W 2024 roku odszedł od nas poprzedni perkusista, Bartek Kołodziejski. Czuliśmy się wtedy trochę tak, jakby nam się rodzina rozpadła. Uznaliśmy, że musimy szybko rozpocząć pracę nad nowym materiałem, by się z tego powodu nie załamać. Pojechaliśmy we trójkę do mojej mamy na wieś i tam powstała piosenka „Bez słów” – pierwsza zapowiedź tego albumu. To było zupełnie inne brzmienie, niż nasza wcześniejsza muzyka. W utworze czuć było powiew współczesności, pojawił się slide w gitarze, co później stało się trochę motywem przewodnim całej płyty. Myślę, że i tak zmierzaliśmy w tym kierunku, tylko to rozstanie z Bartkiem spowodowało, że przyspieszyliśmy. Teraz Cheap Tobacco jest bardziej eklektyczny, mamy więcej popowych i pop-rockowych piosenek, ale nie zrezygnowaliśmy całkowicie z ostrzejszych brzmień.

Robert: Mnie bardzo zależy na różnorodności. Na co dzień słuchamy różnej muzyki: rocka, metalu, muzyki elektronicznej, ambientu, jazzu, a nawet i klasyki. Może ta różnorodność powoduje, że nie jesteśmy przypisani do jednego stylu i ciężko nas sklasyfikować. Często pada pytanie: ale co Wy gracie w ogóle? Jak to reklamować? Same problemy ;) Ale mamy ten ogromny przywilej, że nikt nie ingeruje w naszą muzykę i nasze emocje możemy przenieść na piosenki w jakim tylko stylu chcemy. Przy każdej płycie pracujemy w trochę inny sposób i pozwalamy sobie na szukanie różnych dróg. Jak zaczęliśmy pracę nad tym albumem, do składu dołączył Maciek, z którym znamy się już długi czas. Bardzo szybko wkomponował się w zespół, mimo to potrzebowaliśmy pograć razem starsze numery, żeby zacząć się tym bawić i w pełni zgrać to w jeden organizm. Dopiero po zagraniu sezonu letniego usiedliśmy do wspólnej pracy nad albumem. Maciek wniósł do naszej muzyki rockowy pazur i bardziej organiczne podejście do grania.

Pamiętam, że gdy pierwszy raz usłyszałem w radiu „Bez słów” byłem bardzo zaskoczony, że to Wasza piosenka. Wcześniej miałem w głowie zupełnie inny obraz tego, co gracie. Zresztą do dziś w wielu zapowiedziach i postach reklamowych widzę, że jesteście określani jako zespół bluesowy, „woodstockowy”, o brzmieniu vintage. Czy już nie czas, aby organizatorzy koncertów zrobili sobie aktualizację Waszego biogramu?

Natalia: Fajnie by było, ale oni chyba nie chcą tego robić. Bardzo dużo osób myśli, że my dalej gramy blues-rockowo. Nawet często spotykam się z sytuacją, że nie chcą nas wziąć na jakiś festiwal, bo przecież Cheap Tobacco to jest blues i nie pasujemy do czyjejś wizji. Bardzo bym chciała dotrzeć do tych ludzi i ich uświadomić, że dziś gramy inaczej. Niestety, jest to trudne.

Ktoś jednak zauważył Waszą przemianę. Na stronie internetowej cytujecie fragment recenzji z Teraz Rocka: „Cheap Tobacco zmierza w stronę Męskiego Grania, ale bez kompromisów brzmieniowych”. Zakładam, że nie tylko spodobał Wam się komplement o bezkompromisowości, ale zgadzacie się również z tym stwierdzeniem, tak?

Natalia: Zdecydowanie. Moim skromnym zdaniem, my po prostu pasujemy na duże sceny. Gramy od 16 lat, mamy więc już duże doświadczenie i nasze koncerty są bardzo energetyczne. Byliśmy na Męskim Graniu w Poznaniu i ludzie pod sceną super się bawili. Jak napisali później w wiadomościach, byli wręcz zdziwieni, że nie poznali nas wcześniej. Powiem Ci, że tak naprawdę każdy artysta chciałby tworzyć dla jak najszerszej grupy odbiorców. To daje ogromną satysfakcję i łatwiej jest się wtedy utrzymać z muzyki. Nam ta publiczność rośnie powoli, ale systematycznie.

Wróćmy jeszcze do płyty „Wschody i zachody”. W piosence „Biegnij ze mną” pojawia się gościnnie hugo, czyli Hubert Gasiul. Jak doszło do tej współpracy?

Natalia: Znamy Huberta od paru lat i bardzo się lubimy. On dopiero niedawno zaczął śpiewać, bo wiadomo, że jest również wybitnym perkusistą i wieloletnim członkiem zespołu Wilki. Numer „Biegnij ze mną” powstał podczas wspomnianego już obozu twórczego i wspólnie uznaliśmy, że powinien się w nim pojawić męski wokal. Spojrzeliśmy wszyscy na siebie i od razu stwierdziliśmy, że to musi być Hubert. On ma taki bardzo niski, ciepły głos, więc idealnie się sprawdził jako dopełnienie mojego, kobiecego wokalu. Zadzwoniliśmy do niego i od razu się zgodził – to była bardzo spontaniczna współpraca i cieszę się, że zaśpiewał to z nami.

Ale to nie jedyny męski wokal na płycie. W piosence „Lonely” to Ty, Robercie, przejmujesz mikrofon. Skąd taki pomysł?

Robert: Napisałem ten utwór z myślą, że Natalia go zaśpiewa. Przyniosłem go na próbę z tekstem zaśpiewanym po norwesku…

Natalia: Ja mówię po “flamandzku” (śmiech).

Robert: Zgadza się. Czyli w dziwnym języku, którego nikt nie rozumie. Wplątałem tam tylko pojedyncze słowa, w tym tytułowe „lonely”, a resztę trzeba było dopisać. Wtedy Natalia pomogła mi z dokończeniem tekstu, ale powiedziała, że ta piosenka powinna już pozostać moja, bo lepiej do mnie pasuje.

Świetnie Ci poszło. Rozumiem, że na koncertach podczas „Biegnij ze mną”, gdy nie będzie z Wami hugo, przejmiesz jego partię?

Robert: Nawet już to robię! Może nie śpiewam tak niskiego głosu jak Hubert, ale próbuję go w tym kawałku zastąpić.

„Wschody i zachody” już niebawem ukażą się również na winylu. Wydanie płyty w tym formacie uważacie za standard, czy wynika to z Waszej prywatnej zajawki?

Natalia: Dla mnie to zdecydowanie więcej niż standard. Zawsze marzyłam, by mieć wydany album na winylu. Jesteśmy już po przesłuchaniu test pressu i to dla mnie duże wydarzenie – móc usłyszeć swoją muzykę po raz pierwszy z winyla.

Po raz pierwszy? Ciekawe, bo na Discogs odnalazłem informację, że ukazał się też winyl z Waszym albumem z 2018 roku – „Szum”...

Natalia: Nie, słuchaj, to sobie nasz jeden fan ze Słupska zrobił tak zwane piractwo. Ale zapytał nas o to i bez problemu się zgodziliśmy. Ma po prostu taki zwyczaj, że tłoczy dla siebie jedną płytę każdego zespołu, który lubi. To jedyny taki egzemplarz w Polsce!

Niezła historia! W takim razie czekamy na Wasz oficjalny winylowy debiut. Dzięki za rozmowę.

fot. materiały prasowe

Jedyny polski portal o płytach winylowych. W sieci już od ponad 10 lat (wcześniej Psychosonda)

Dane kontaktowe

Redakcja Portalu Winylowego
(biuro e-words)
al. Armii Krajowej 220/P03
43-316 Bielsko-Biała

© 2026 Portal Winylowy. All rights reserved.