O muzyce elektronicznej dawniej i dziś, o najnowszej płycie "Ghost Stories for Sulking Witches”, która właśnie ukazała się na winylu, oraz o płytach winylowych, które aktywizują nas jako słuchaczy opowiada Donal Tierney czyli twórca projektu Five Green Circle.
Marcin Mieszczak: Jesteś Irlandczykiem, ale mieszkasz w Polsce. Zanim zapytam Cię o muzykę opowiedz proszę, jak to się stało, że zamieszkałeś tutaj.
Donal Tierney: Moja żona jest Polką, więc mieszkam między dwoma krajami. Nadal spędzam dużo czasu w Irlandii, ale naprawdę lubię polskie jeziora i lasy. Pogoda jest tutaj również lepsza!
A jak to się stało, że zainteresowałeś się muzyką wpierw jako słuchacz, a potem także jako twórca?
Zawsze tworzyłem muzykę w jakiejś formie, kiedy byłem dzieckiem, pisałem głupie piosenki i organizowałem pokazy dla sąsiadów, używając instrumentów mojego taty. W domu zawsze była muzyka, kiedy dorastałem, więc wydawało mi się to naturalne.
W tym momencie dochodzimy do muzyki elektronicznej. Wiem, że wszystko zaczęło się od programu komputerowego ReBirth. Zawsze mnie intrygowały tamte czasy właśnie w kontekście muzyki elektronicznej i coraz prężniej rozwijającego się świata komputerów…
Kiedy zaczynałem tworzyć muzykę na własną rękę, komputer był jedynym niedrogim sposobem, aby to zrobić. Sprzęt był bardzo drogi, ale około 1999 roku można było naprawdę zacząć robić ciekawe rzeczy z komputerami pod względem muzycznym. Wiem, że ludzie wcześniej używali Amig wraz ze sprzętowymi samplerami itp., ale nawet to było wtedy dla mnie za drogie. Kiedy komputery mogły obsługiwać wirtualne syntezatory, wszystko się zmieniło. Zacząłem tworzyć pętle za pomocą programu o nazwie Acid i mniej więcej w tym samym czasie kupiłem kopię Cubase i program o nazwie Dynamo, który był wczesnym wydaniem Native Instruments. To były moje główne narzędzia, gdy zaczynałem tworzyć muzykę elektroniczną. Na początku używałem tylko oprogramowania.
A jak byś porównał tworzenie muzyki elektronicznej dawniej i teraz, w dobie programów typu Garage Band, a nawet AI? Pytam zarówno o perspektywę twórcy, ale i słuchacza.
Myślę, że w przeszłości było o wiele więcej barier, nawet na komputerze. Potrzebny był oddzielny interfejs audio lub karta dźwiękowa, obecnie większość komputerów sobie z tym radzi. Trzeba było też upewnić się, że komputer poradzi sobie z obciążeniem oprogramowania. Potrzebna była wystarczająca ilość pamięci dla komputera.
Obecnie jest to mniejszy problem, ponieważ większość oprogramowania audio będzie działać nawet na tanim komputerze, myślę. Możesz nawet używać iPhone'a do tworzenia muzyki, więc niekoniecznie potrzebujesz komputera. Dzięki sztucznej inteligencji możesz wpisywać polecenia do czegoś takiego jak „Riffusion” i w ten sposób tworzyć album za pośrednictwem przeglądarki internetowej. Myślę, że ważne jest zrozumienie, że narzędzie to tylko narzędzie. Możesz tworzyć sztukę za pomocą komputera lub gitary akustycznej. To, czy twoja sztuka rezonuje z innymi ludźmi i sprawia, że coś czują, zależy od tego, jak używasz swoich narzędzi.
Osobiście używam teraz komputera głównie do nagrywania i edycji występów na żywo w studiu. Używam coraz mniej instrumentów programowych, nie dlatego, że są złe, po prostu wolę praktyczny aspekt sprzętu.
Z perspektywy słuchacza jest po prostu tak dużo treści dzisiaj. Tak łatwo jest zacząć tworzyć muzykę dzisiaj w porównaniu z przeszłością. To demokratyzuje proces, ale prowadzi również do nadpodaży muzyki na platformach streamingowych. Więc może być trudno przebić się i zostać usłyszanym naprawdę dobrej jakości materiałom. To jest powód, dla którego myślę, że wydawanie na winylu pomaga, ponieważ tworzy namacalny obiekt, który ludzie wydają się bardziej cenić i poświęcają czas na zaangażowanie się w niego.
Rozmawiamy przy okazji premiery Twojego kolejnego albumu „Ghost Stories for Sulking Witches”. To muzyka bardzo dopracowana, klimatyczna, z przyjemnością przyswoiłem sobie kilka świetnych melodii. Do tego bardzo okazale brzmi z winyla. Jak Ty postrzegasz ten album już po jego premierze?
Dziękuję, miło to słyszeć.
To zabawne, bo ten album został ukończony rok temu. Pierwotna firma produkująca płyty winylowe, z której usług korzystałem, zbankrutowała, więc wydanie zostało opóźnione. Czekałem rok, żeby go wypuścić w świat. Kiedy twoja praca wychodzi w świat, ludzie interpretują ją zupełnie inaczej niż ty, więc to zawsze jest interesujące. Ludzie porównują ją na przykład do muzyki, której nigdy nie słyszałem. To, co próbowałem zrobić, to stworzyć kompletną historię od początku do końca, której słuchasz od początku do końca. Żyjemy w epoce wydawania pojedynczych utworów, a albumy nie są już takie, jak kiedyś. Dorastałem, kochając albumy, które nie były po prostu zbiorem piosenek z dwoma lub trzema singlami, ale kompletnymi utworami.
Na płycie wyróżnia się m.in. niezwykle sugestywny „Cowboy Chords for Bariton Djinn”. Dużo gitary jest też np. w „Hourglasss”. Wspomniałeś w jednym z wywiadów, że postrzegasz się przede wszystkim jako gitarzysta. To na tym instrumencie rodzą się pomysły Twoich kompozycji?
Ciekawe, że wybrałeś „Cowboy Chords...” jako wyróżniający się utwór, to najbardziej surowy utwór na albumie. Są dosłownie tylko dwa kanały miksera, na których gram na gitarze barytonowej, niemal bez żadnych edycji. Natomiast „Hourglass” zajęło lata, aby go ukończyć, a zawiera wysoce przetworzoną i zaprogramowaną gitarę. Gitara to przestrzeń, w którym zaczynałem tworzyć muzykę, więc naturalne jest dla mnie używanie jej jako mojego głównego narzędzia do komponowania, niezależnie od tego, czy chodzi o bardzo złożone aranżacje, czy proste.
Powiedz proszę przy okazji, gdzie można nabyć Twoje najnowsze dzieło?
Moja płyta winylowa jest na bandcamp
https://fivegreencircle.bandcamp.com/album/ghost-stories-for-sulking-witches
i na Polvinyl
https://shop.polvinyl.com/product/five-green-circle-ghost-stories/
jest również na większości platform streamingowych.
Chciałbym Cię zapytać, czy śledzisz polską scenę elektroniczną i w ogóle szerzej - muzyczną? Masz swoich faworytów?
Z Polski Bogdan Raczyński robi naprawdę interesujące rzeczy, również lubię Latarnika czyli Marka Pędziwiatra. Generalnie słucham wielu różnych gatunków. Ostatnio słucham dużo Laurie Anderson i Neila Younga. Oprócz tego niedawno odkryłem kompilację zatytułowaną „Ayo Ke Disco: Boogie, Pop & Funk from the South China Sea (1974-88)”, którą uwielbiam.
Na koniec zapytam Cię o winyle. Słuchasz dużo muzyki z winyli? Masz sporą kolekcję?
Myślę, że kiedy słuchasz utworu na winylu, jesteś bardziej aktywnie zaangażowany w proces słuchania. To różni się od przesyłania strumieniowego czegoś lub słuchania piosenki w radiu czy czegokolwiek innego. Winyl wymusza zaangażowanie ze strony słuchacza. Pamiętam to jako dziecko, znalezienie płyty i włączenie jej. Było to oczekiwanie i dostarczanie muzyki, co nie jest możliwe w przypadku przesyłania strumieniowego cyfrowego. Nawet kasety magnetofonowe zapewniają takie doświadczenie w mniejszym stopniu. Nie jestem przeciwny streamingowi, ale nie sprawia on tyle frajdy.
Moja kolekcja płyt nie jest gigantyczna. Przez lata rozdałem wiele rzeczy, ponieważ nie mogłem ich ze sobą nosić. Nadal kupuję rzeczy na winylu i mam kilka perełek, które zebrałem przez lata.
Dziękuję bardzo za rozmowę.