Wywiady

Michał Wiraszko: Muszę grać rocka, nic innego nie umiem

Jakub Krzyżański
Jakub Krzyżański
22.04.2026

Michał Wiraszko jest obecnie jedną z najważniejszych postaci polskiego środowiska rockowego i to nie tylko dzięki swojej twórczości. Przez kilka lat był dyrektorem artystycznym Jarocin Festiwalu, a nadchodzącą edycję również współorganizuje. Popularność zdobył jako wokalista zespołu Muchy, ale pod koniec zeszłego roku rozpoczął także solową karierę. Jego płyta „Tak młodo się nie spotkamy” (wyd. Kayax) jest nominowana do Fryderyka 2026 w kategorii „Album Roku – Rock & Blues”.

Jakub Krzyżański: Który swój debiut przeżywałeś bardziej – ten sprzed 20 lat z Muchami, czy obecny, solowy?

Michał Wiraszko: Kurczę, nie wiem. Z wielu powodów oczywiście bardziej przeżywałem ten sprzed 20 lat. Tamten czas był jednak pozbawiony obaw, przepełniony czystą frajdą i nadzieją. Tak że jeśli mierzyć to poziomem stresu, to jednak obecny, solowy debiut był dla mnie większym przeżyciem.

Czy rozpoczęcie solowej kariery umożliwiło Ci wyśpiewanie słów, których wcześniej jako autor tekstów nie zaproponowałbyś zespołowi?

Nie myślałem o tym w ten sposób. Z pełnym przekonaniem poczułem jednak, że muszę napisać nową historię i – bez wątpienia – nowe historie w piosenkach.

W klimat Twojego albumu doskonale wprowadza pierwszy utwór – „Dwie wieże”. Wymieniasz w nim różne zdarzenia i zjawiska kulturowe, które towarzyszyły milenialsom w okresie dorastania. Zawsze miałeś taką skłonność do nostalgii, czy przyszła ona wiekiem?

Nie znam innego dorastania. Opisałem swoje własne, skoro już dane było mi dorosnąć. Uwielbiam nostalgię, bo można w niej odpocząć. Szczególnie, gdy świat nie zachęca do bycia tu i teraz. Natomiast w przypadku tej piosenki – pierwszej jaka powstała z myślą o solowym albumie – bardzo chciałem w końcu napisać tekst „o czymś”. Pomyślałem o piosence wprowadzającej w ten świat. Może nawet odrobinę przyziemnej, w porównaniu do impresyjnych opowieści z piosenek Much, ale za to zabójczo komunikatywnej.

Dorastasz wraz ze swoimi odbiorcami. Ktoś, kto w liceum czy na studiach słuchał pierwszych płyt Much, z łatwością odnajdzie siebie w nowych piosenkach. Tymczasem niektórzy Twoi koledzy od lat piszą o tym samym i jedynie czekają, aż na ich koncerty przyjdą nowe roczniki. Tobie łatwiej jest tworzyć dla rówieśników?

Staram się widzieć piosenki jako dzienniki albo pamiętniki, ścieżkę dźwiękową codzienności. To pewnie z tego wynika.

Muzycznie Twoja płyta osadzona jest w brzmieniach lat 80. To nie pierwszy raz, gdy nawiązujesz do tej dekady. Wcześniej zaangażowałeś się m.in. w projekt „Nowsza Aleksandria”, nagrałeś z Muchami płytę „Powracająca FALA”, a nawet przygotowaliście razem z Haliną Frąckowiak nową wersję „Papierowego księżyca”. Za co tak lubisz lata 80.?

Naprawdę tak odebrałeś mój album? To niedobrze. Żyłem w przekonaniu, że w końcu udało mi się złapać ducha lat 90. Oczywiście wszystko, co mówisz jest prawdą. Lata 80. kocham i tak zaczyna się mój PESEL, ale jednak świadomie ledwo je pamiętam. Pochodzę z lat 90., jak śpiewał poeta.

Myślę, że można odnieść takie wrażenie przez dobór gości na płycie. Zaprosiłeś w końcu dwóch wielkich bohaterów tamtej dekady: Jana Borysewicza i Lecha Janerkę. Skąd taki pomysł?

Bo pierwszy zaprosił mnie do pisania tekstów Lady Pank, co poczytuję za absolutny, życiowy przywilej. Drugi zaś jako poeta stoi u mnie na równi z Ciechowskim, Korą, Grechutą, Koftą, Młynarskim, Osiecką, Lennonem, Curtisem, Zappą… i mógłbym tak jeszcze długo.

Jestem ciekaw czy Twoja miłość do tamtej muzyki przekłada się także na prywatną kolekcję płyt. Masz może wszystkie najważniejsze klasyki lat 80. na winylu, w pierwszym wydaniu?

Oj nie. Nie mam. Jestem bałaganiarzem płytowym. Mam sporo fajnych płyt, ale nie uprawiam audio fetyszyzmu.

Wśród gości na płycie jest także przedstawicielka młodszego pokolenia, Zuta. Zaśpiewaliście razem piosenkę „Dzień dobry”, która wydaje się wręcz skrojona pod jej temperament i osobowość sceniczną. Czym Cię ujęła?

Zobaczyłem ją po raz pierwszy w teledysku do piosenki „Coś więcej” Michała Kmieciaka z moim gościnnym udziałem. Miała tam kilkanaście sekund, ale tyle wystarczyło, żeby wiedzieć, że to jest osoba, która kocha scenę z wzajemnością. Cieszę się, że przyjęła zaproszenie i tak dobrze weszła w piosenkę.

Sympatia do starego dobrego rocka lat 80. i sentyment do lat młodości stoją niebezpiecznie blisko dziaderstwa. Robisz coś, aby ustrzec się przed wejściem w taką postawę?

Kurczę, skoro tak mówisz, to ewidentnie powinienem zacząć być czujnym. Jednak wyobraź sobie mnie jako rapera albo metalowca. Muszę grać rocka, nic innego nie umiem. Natomiast nauczę się jeszcze kiedyś w elektronikę i wszystkich zaskoczę ;)

Otwartość na to, co nowe i młode to ważna cecha dla kogoś, kto jest odpowiedzialny za organizację nadchodzącej edycji Jarocin Festiwalu (16–19.07.2026). Jaki masz pomysł na tę imprezę?

Ponad 40 koncertów, w tym pożegnalny Lecha Janerki, Acid Drinkers w oryginalnym składzie, wielki powrót HOUK, a do tego konkurs debiutantów, konferencja branżowa i znakomity projekt Moja Krew, Twoja Krew. To będą naprawdę piękne trzy lipcowe dni, przepełnione muzyką. Zapraszam!

Co byś powiedział osobom, które twierdzą, że prawdziwy rock umarł, a obecny festiwal w Jarocinie to nie to, co kiedyś?

Żeby nie odnosili wszystkiego do siebie. Sztuka nie umiera, sztuka się zmienia. Malkontentom zaś radzę, aby znów nauczyli się żyć chwilą, tak jak kiedyś. To na pewno pomoże. Ich też zapraszam w lipcu do Jarocina. Przekonają się, że to nadal wyjątkowe wydarzenie i że nigdzie indziej nie ma tak dobrze.

Dzięki za rozmowę.

Autor zdjęć: Maciek Lachowicz

Jedyny polski portal o płytach winylowych. W sieci już od ponad 10 lat (wcześniej Psychosonda)

Dane kontaktowe

Redakcja Portalu Winylowego
(biuro e-words)
al. Armii Krajowej 220/P03
43-316 Bielsko-Biała

© 2026 Portal Winylowy. All rights reserved.