Rafał Bielski jest gitarzystą zespołu Octotanker oraz kolekcjonerem płyt winylowych.
Imię i nazwisko:
Rafał Bielski
Rocznik:
1988
Płyty winylowe zbieram od…
...2011 roku. Wtedy kupiłem swoją pierwszą płytę winylową nie mając jeszcze nawet gramofonu (zresztą dorobiłem się go dopiero 3 lata później). Do tego czasu zbierałem wyłącznie CD, bo ich słuchanie było wówczas w moim zasięgu.
Obecnie mam w kolekcji…
Nieco ponad 500 płyt winylowych i nieco ponad 800 CD.
Pierwsza (świadomie kupiona) płyta winylowa…
...to debiut Queens of the Stone Age. QOTSA był wówczas moim ulubionym zespołem, a to była świeża, wyczekana przez lata reedycja tej trudno dostępnej płyty. Kiedy zobaczyłem ją ładnie wyeksponowaną na regale w jednym z elektromarketów, to przyznam, że zaświeciły mi się oczy i pod wpływem impulsu kupiłem ją z myślą, że to będzie świetny motywator do wejścia w świat gramofonów. Jak na moje ówczesne studenckie możliwości był to dość drogi album, nie mówiąc o tym, że wizja zakupu gramofonu wydawała mi się bardzo odległa. Niczego jednak nie żałowałem, a płytę mam do dziś. Co ciekawe, pamiętam doskonale również drugą i trzecią płytę, jakie kupiłem. Obie pochodziły z podobnego „lore” co ta pierwsza, kupiłem je tuż po tej pierwszej i obie kupione były w tym samym elektromarkecie, ale już w dużo bardziej przystępnych cenach: były to Kyuss „And the Circus Left the Town” i 10-calówka Them Crooked Vultures wydana z okazji Record Store Day. One też musiały trochę poczekać, zanim zostały odsłuchane.
Winylowy Święty Graal w mojej kolekcji to…
Polecę dwoma tytułami. Pierwszym albumem, o którym muszę wspomnieć, jest płyta zespołu Octotanker, którego jestem gitarzystą, pod tytułem „Voidhopper”. Płytę wydaliśmy w 2025 roku i od razu celowaliśmy w wydanie jej na winylu - wytłoczenie własnej muzyki na tym nośniku było jednym z moich marzeń. Była to też okazja, aby dowiedzieć się trochę więcej o winylach od tzw. kuchni, bo prowadziłem obszerną korespondencję z tłocznią i dogadywałem szczegóły tłoczenia, druku etc., co było bardzo interesującym doświadczeniem. Jako drugą wymieniłbym pierwsze japońskie wydanie „Master of Puppets” Metalliki. Z punktu widzenia wartości na Discogs jest to najcenniejsza płyta w mojej kolekcji, ale też dla mnie wyjątkowe były okoliczności zakupu. Podczas pobytu w Japonii kupiłem ją w perfekcyjnym stanie za ułamek wartości w małym, zagraconym sklepie muzycznym w Osace. Po wejściu do niego w życiu nie spodziewałbym się dostania takiego cuda, a jednak się trafiło.
Najładniej wydana płyta winylowa w mojej kolekcji to…
Niech będzie, że pominę różne boxy, które z założenia mają być na wypasie i grają w innej lidze estetycznej. Z regularnych wydań przychodzą mi do głowy dwie płyty: Blood Incantation „Hidden History of Human Race”, która pozornie nie jest niczym nadzwyczajnym, ale wyróżniłbym ją ze względu na dodatki: spory plakat z okładkową grafiką, którą bardzo lubię, a także bardzo pomysłowy booklet osadzony w różnych popkulturowych kliszach i nawiązujący do tematyki płyty. Jako drugą płytę wyróżniłbym pierwsze japońskie wydanie „Live After Death” Iron Maiden wypakowane rozmaitymi dodatkami, głównie zdjęciowymi w formie bookletów, ale też nawet jakąś konkursową krzyżówką, której w przypadku mojego egzemplarza nikt na szczęście nie postanowił przez te wszystkie lata rozwiązywać.
Płyty winylowe szczególnie lubię za…
Nie będę oryginalny. Choć pod względem brzmienia nie zawsze jest różowo z winylami, szczególnie z nowymi wydaniami albo picture discami, to jest jakaś wykraczająca poza same doznania odsłuchowe magia w tym nośniku. Podczas słuchania muzyki na winylu podświadomie bardziej się skupiam na odsłuchu i czerpię z tego większą przyjemność. Lubię też winyle jako przedmioty, lubię oglądać okładki, booklety etc., no i bardzo lubię też swój muzyczny kąt w domu z regałami wypełnionymi płytami. Lubię poszukiwania okazji i ten dopaminowy strzał po zdobyciu czegoś wyjątkowego albo długo poszukiwanego.
Płyty winylowe zazwyczaj kupuję w…
To się na przestrzeni lat zmieniało. Początkowo sporo na giełdach winylowych i sklepach stacjonarnych, teraz zdecydowanie najwięcej kupuję na Allegro i w sklepach internetowych. Nie mam jednak swojego ulubionego miejsca, kiedy na coś się zaczaję, to robię przegląd cenowy w sklepach z różnych krajów, bo czasem nie wszystko w Polsce jest dostępne albo jest zwyczajnie droższe. Kilka lat temu przez przypadek włączyła mi się natomiast delikatna zajawka, albo jak kto woli, kolekcjonerska fanaberia na japońskie wydania zarówno CD, jak i winyli. W tym temacie najpierw najwięcej szukałem i kupowałem na Discogs i tu czasami zdarzały się takie egzotyczne strzały jak np. japońskie wydanie wysyłane z Meksyku. Z czasem jednak odkryłem swój ulubiony japoński sklep internetowy - recordcity.jp, z którego już od kilku lat ściągam mnóstwo interesujących mnie rzeczy w japońskich wydaniach, przede wszystkim metal, hard rock, post-punk, ale też pop z lat 80.
Mój/Moja winylowy/a bohater/ka to…
Myślałem i myślałem i nic sensownego nie wymyśliłem. Najwyraźniej bohatera winylowego nie dorobiłem się jeszcze.
Sprzęt, na którym odtwarzam winyle, to…
Gramofon Metz Mecasound TX, wkładka MC Hana SL, kolumny Dali Suite 2.8, wzmacniacz Kenwood KA-7050R.
Najlepiej brzmiąca płyta winylowa w mojej kolekcji to…
Zapewne znów znalazłoby się kilku faworytów, ale doskonale pamiętam jak swego czasu zachwyciłem się brzmieniem tej jednej konkretnej płyty, a mianowicie „Rio” Duran Duran. Szczególne wrażenie zrobił na mnie ostatni utwór na tej płycie „The Chauffeur”, który pełen jest rozmaitego bogactwa dźwiękowego: przeszkadzajek, pogłosów, niesztampowego rozłożenia po kanałach etc. Było to niemalże na starcie mojej przygody z gramofonem, ale początkowy zachwyt brzmieniem tej płyty pamiętam nadal i ilekroć ją odpalam, to niezmiennie jestem pod jej wrażeniem.
Najbardziej wymarzona płyta do mojej kolekcji to…
Jakoś tak wyszło, że rok 2025 był dla mnie chyba najlepszym, jeśli chodzi o zdobywanie rzeczy, na których mi przez lata zależało. Z jednej strony dzięki wyczekiwanym od lat reedycjom np. drugiej płyty The God Machine czy też całemu boxowi z płytami od 2 do 5 Monster Magnet, ale również dzięki szczęściu przy zakupach z drugiej ręki jak np. japońskiego wydania 12-calowego singla Iron Maiden „Stranger in a Strange Land”. Tak więc lista moich trudno dostępnych must have'ów znacząco się zmniejszyła, ale parę strzałów jeszcze mi zostało. Z rzeczy, które określiłbym mianem fanaberii, to chciałbym upolować pierwsze japońskie wydania „And Justice for All” Metalliki i „Seventh Son of a Seventh Son” Iron Maiden. Życzyłbym sobie też reedycji paru płyt, które dawno nie były wznawiane, a których poprzednie wydania są trudno dostępne i absurdalnie drogie. Tu wymieniłbym Celtic Frost „Monotheist”, Voivod „Phobos” oraz New Model Army „Today is a Good Day”.
Przyszłość winyli to…
Trudno powiedzieć. Na pewno będą coraz droższe i to zarówno nowe wydania prosto z tłoczni jak i te stare, używane. Myślę też, że coraz trudniej będzie dostać stare wydania płyt, nawet tych tłoczonych w milionach egzemplarzy, które jeszcze parę lat temu można było bez problemu znaleźć w dobrych cenach czy to na giełdach czy na Allegro. Jeśli już się będą trafiać, to ich ceny nie będą się już wydawać okazyjne. Przewiduję też, że masowe zainteresowanie winylami raczej zaniknie i akcje z gramofonami dostępnymi w Lidlu oraz płytami w Biedronkach nie będą już częste. Wciąż jednak grono pasjonatów tego nośnika będzie dość szerokie i raczej nie grozi nam zapaść rynku winylowego.
Przeczytaj recenzję winyla Octotanker.