Związek Producentów Audio i Video opublikował w lutym podsumowanie 2025 roku na Oficjalnych Listach Sprzedaży. Dokument podaje, jakie utwory oraz albumy były w Polsce najczęściej słuchane i kupowane – cyfrowo bądź fizycznie. Nas najbardziej zainteresowało zestawienie poświęcone winylom. Można z niego wyciągnąć całkiem ciekawe wnioski na temat naszego gustu i nawyków zakupowych. Dane pokazują, że polski rynek winyli w 2025 roku opierał się przede wszystkim na reedycjach uznanych albumów i płytach wielkich gwiazd. Z podsumowania wynika również, że premierowe wydawnictwa niezależnych labeli, poza szczególnymi wyjątkami, mają bardzo ograniczone szanse, by wejść na listę.
Kult, Dawid Podsiadło i Taylor Swift królują wśród nowości
Zaszczytne pierwsze miejsce na liście Albumy Winyle zajął Kult z tytułem „Kult Tenerife 29 11 2024”. Koncertowa płyta zespołu jest jedną z zaledwie czterech pozycji w Top 10, które miały premierę w ramach badanego 2025 roku. Dwie kolejne związane są z Dawidem Podsiadłą i jego festiwalem ZORZA, tj. album live z Arturem Rojkiem (miejsce 5.) oraz „Tylko haj” z Kaśką Sochacką (miejsce 8.). Czwarta to najnowsze dzieło Taylor Swift – „The Life of a Showgirl” (miejsce 7.).
fot. materiały prasowe ZPAV
O ile mocne wyniki Podsiadły i Swift nie budzą zdziwienia (od kilku lat są największymi gwiazdami popu, wyprzedają stadiony, a ich płyty w gigantycznych nakładach wydają majorsi), tak zajęcie pierwszego miejsca przez Kult to duże osiągnięcie. Nie chodzi tu oczywiście o sam zespół, który przecież także cieszy się popularnością wśród kilku pokoleń i utrzymuje wysoki poziom swoich koncertów. Uznanie należy się przede wszystkim jego wydawcy, czyli S.P. Records.
Wytwórnia dowodzona przez Sławomira Pietrzaka od kilku lat opiera swoje działania na preorderach (w myśl zasady „ile zamówicie, tyle wytłoczymy”). Sprzedaż zamykana jest przed przystąpieniem do produkcji, tak więc fani labelu de facto składają się na płyty. A ponieważ wokół Kultu wytworzyła się duża społeczność, nakład osiąga liczbę kilku tysięcy i automatycznie jest wyprzedawany. Firma natomiast nie zalicza strat. Dla niezależnych wytwórni taki model może być jednym z niewielu sposobów, by realnie zaistnieć na OLiS. Pod warunkiem, że mają w swojej stajni taką gwiazdę, jak Kazik.
Na winylu kupujemy głównie reedycje
Poza Kultem, Podsiadłą i Swift na liście dominują albumy sprzed kilku, a czasami wręcz kilkudziesięciu lat (np. „The Dark Side of The Moon” Pink Floyd na miejscu 9.). Jedynym tytułem, który pojawił się w Top 10 wszystkich zestawień związanych z albumami (Albumy w Streamie, Albumy Fizycznie i Albumy Winyle) jest „HIT ME HARD AND SOFT” Billie Eilish. Z tych danych wynika, że fani winyli niekoniecznie gonią za nowościami. Zestawienie potwierdza, że rynek winylowy pełni przede wszystkim rolę formatu kolekcjonerskiego, opartego na sentymencie, jakości wydania i wartości archiwalnej – komentuje ZPAV.
Powyższy wniosek potwierdzają również zestawienia z wcześniejszych lat. W 2024 roku płyta Pink Floyd trafiła nawet na miejsce 3. (!). Wtedy bowiem ukazała się wyjątkowa wersja „The Dark Side…”, przygotowana na 50-lecie albumu. Wielonakładowe reedycje nie raz robiły zamieszanie na listach sprzedaży. Zwłaszcza, jeżeli były efektowne wizualnie.
Tłocznie inwestują w wizualne innowacje
Duże wytwórnie wiedzą że winyl jest formatem kolekcjonerskim, dlatego by sprzedać większą liczbę egzemplarzy coraz częściej zlecają produkcję płyt o wyjątkowym designie. Tłocznie z kolei podłapują ten trend, wprowadzając do swej oferty liczne efekty.
fot. Klara Zalewska
– Kolorowe winyle oraz płyty z efektami zapewniają dodatkową wartość wizualną, dzięki której każdy egzemplarz staje się bardziej atrakcyjny i wyróżnia się na tle standardowych wydań – mówi Klara Zalewska, specjalistka ds. marketingu w tłoczni XDiSC i dodaje: – W ostatnim czasie wprowadziliśmy tzw. „stardust vinyl”, czyli płytę z piaskiem i/lub brokatem w środku, która prezentuje się bardzo efektownie.
Patrząc na statystyki produkcji XDiSC z ostatnich lat, podział na płyty czarne oraz te kolorowe z efektami utrzymywał się mniej więcej na poziomie pół na pół. Jednakże w ostatnich miesiącach firma zauważyła, że udział kolorowych i efektownych wydań wzrósł do około 60% całej produkcji.
Niezależni wydawcy robią swoje
S.P. Records jest dziś jednym z nielicznych niezależnych graczy, którzy realnie mogą konkurować na oficjalnych listach sprzedaży. Inni mali wydawcy nie mają tak komfortowej sytuacji. Marcin „Groh” Grośkiewicz od kilku lat z powodzeniem prowadzi małe, choć renomowane labele: JuNoMi Records, U JAZZ ME oraz Funky Mamas and Papas Recordings. Mimo wszystko przyznaje, że to nigdy nie była łatwa branża.
– To raczej zajęcie dla ludzi odważnych. Aktualnie znalezienie tłoczni nie jest już trudnym wyzwaniem, ale wciąż pozostanie wysoko postawiona bariera finansowa. Można jednak rozwijać dobrą wytwórnię etapami – zacząć od kaset i digitali i dopiero w kolejnym kroku pójść w wosk. Liczę na pojawienie się nowych miejsc, gdzie będzie można znaleźć płyty ze świata muzyki niezależnej. Wtedy każdej małej wytwórni będzie łatwiej – mówi „Groh”.
„Groh” wydaje płyty w niskich nakładach – do 500 egzemplarzy. To za mało, by w ogóle wejść na OLiS. Pozostali właściciele niszowych labeli działają podobnie, a ich celem jest raczej utrzymanie biznesu, a nie zawojowanie list sprzedaży. Maciej Zambon, szef The Very Polish Cut Outs, wspominał niedawno na Portalu Winylowym, że opłaca mu się sprzedawać winyle tylko na Bandcampie:
– Z Bandcampa cały zysk idzie do kieszeni labelu, więc koszty się zwracają, zwłaszcza że ostatnio nakłady spadły. Bez niego przy tym spadku albo już bym wpadał w długi, albo w najlepszym wypadku wychodził na zero.
Sprzedaż przez Bandcamp nie jest w ogóle raportowana do ZPAV, a to kolejne utrudnienie dla albumów małych labeli, by wejść na OLiS. Nawet, gdyby liczby na to pozwoliły.
Winylowy mainstream to nie cały rynek
O ile w przypadku streamingu czy emisji radiowej OLiS jest miarodajna, tak w przypadku płyt winylowych pokazuje wyłącznie ogólne tendencje występujące w mainstreamie. Popularność nieśmiertelnych klasyków i pojedynczych muzycznych gigantów to bez wątpienia cenna informacja, a artystom z górnych pozycji zestawienia nie można odbierać powodów do radości. Warto jednak pamiętać o pozycjach, które na listę nie weszły i wiedzieć, dlaczego tak się stało. To wciąż bardzo niszowy segment przemysłu muzycznego (6,4% udziału w całości – dane za 2024 rok), w którym rola niezależnych wydawnictw jest równie ważna, co wysokobudżetowych produkcji. OLiS pokazuje, kto sprzedaje najwięcej, ale nie oddaje pełnego obrazu tego zróżnicowanego rynku. Tymczasem scena niezależna rozwija się równolegle – poza oficjalnymi statystykami – i rządzi się zupełnie inną logiką.